Data wpisu: 2019-03-04
Im więcej czasu upływa, tym bardziej zacierają się wspomnienia związane z początkami mojego związku. Faza degradacji, która pojawiła się w mojej relacji po raz kolejny, była dla mnie zaskakująca. Nie tylko z powodu dysonansu pomiędzy tym co obiecywał, a tym co się działo. Także dlatego, że pomimo bólu jaki mi zadawał nie potrafiłam od niego odejść. To było dla mnie szokiem. W poprzednich związkach potrafiłam rozmawiać z partnerem o problemach, jeżeli nic się nie zmieniało, to mówiłam „żegnaj” i zaczynałam nowy rozdział. Tutaj to nie było takie proste i kompletnie nie rozumiałam dlaczego.
Często zastanawiałam się co jest ze mną nie tak. Dlaczego nie mogę się uwolnić od niego? Dlaczego poświęcam tyle czasu na myślenie o człowieku, który jasno powiedział mi, że mu na mnie nie zależy? Dlaczego tak okrutnie tęsknię, że mam ochotę płakać z tej tęsknoty? Nie miałam wtedy pojęcia co to Więź traumatyczna., chociaż już boleśnie jej doświadczałam.
Doskonale pamiętam ten piekący ból w klatce piersiowej, za każdym razem kiedy „przypadkiem” mnie obrażał. Pamiętam, jak pogrążałam się w żalu. Te miesiące w fazach degradacji i destrukcji są dla mnie spowite czarną mgłą. Straciłam mnóstwo czasu, który mogłam spożytkować na bycie szczęśliwą. Dawna ja odeszła i przeżywałam żałobę po samej sobie.
*****
HISTORIA SPRZED LAT KILKU
Ciężko mi przypomnieć sobie, który to już raz rozstawaliśmy się i schodziliśmy. Pamiętam jedynie, że było lato. Spędzaliśmy je na krótkich wycieczkach krajoznawczych. Ostatnim razem byliśmy w górach. Po powrocie z urlopu każde z nas wróciło do swoich standardowych zajęć. Miesiąc miodowy trwał w najlepsze. Do tego dnia.
[…]
Od rana znów milczenie. Zdążyłam się już nauczyć, że lada moment spadnie mi na głowę topór. Dzwonię i piszę do niego. Nie odbiera telefonu. Na wiadomości odpisuje „tak. lub „nie.” To był dla mnie trudny czas. Miałam spore zawirowania w życiu, potrzebowałam jego obecności. Po kolejnym dniu kiedy mnie unikał nie wytrzymałam. Napisałam do niego sms.
„Czy Tobie w ogóle na mnie zależy?”
Jego odpowiedź była krótka i utrzymana w dawnej konwencji.
„Nie.”
Już nie płakałam. Tak często słyszałam od niego przykre słowa, że kolejne do kolekcji to była dla mnie kaszka z mleczkiem. Postanowiłam, że wezmę się za siebie.
* * * * *
Od 12 roku życia biegam. Wtedy też postanowiłam, że będę biegać. Podreperuję kondycję, wyszczupleję, zajmę czymś czas i w ten sposób o nim zapomnę. Kupiłam nowe buty, trochę sportowych gadżetów. Wszystko szło dobrze. Prawie.
Dwa razy dziennie biegałam, rano przed pracą i wieczorem. Trasę biegu wyznaczyłam sobie… Obok jego domu. W głębi duszy miałam nadzieję, że zobaczę go na tarasie, w ogrodzie, czy chociaż przez okno. Biegając wieczorami sprawdzałam czy świeci się u niego światło. Wyobrażałam sobie co teraz robi. Tak, wiem, to brzmi jak opowieść zwariowanej stalkerki. Ale na tamtym etapie brakowało mi go tak bardzo, że chciałam go zobaczyć chociaż z daleka. Czuć jego obecność, choćby z odległości kilkadziesięciu metrów.
Jednocześnie miałam w sobie na tyle dużo dumy, by po jego „nie” całkowicie zerwać z nim kontakt. Nie zabiegałam, nie prosiłam, nie pytałam. Milczałam jak grób. Czekałam na jego kolejny powrót. Wiedziałam, że wróci. Zawsze wracał.
Desperacko potrzebowałam jego obecności. Stał się dla mnie narkotykiem. I tak jak alkoholicy często po wyjściu z nałogu próbują pić na sucho (obserwują jak inni spożywają alkohol), tak ja chciałam z bezpiecznej odległości zbliżyć się do obiektu mojego uzależnienia. Chociaż wiedziałam, jak bardzo niszczy mnie ta relacja, nie potrafiłam z niej zrezygnować. Wiązanie traumatyczne to coś więcej niż miłość. To miłość w połączeniu z uzależnieniem fizycznym i psychicznym. Dlatego tak ciężko jest odejść i jednocześnie tak łatwo wpaść w obsesję na punkcie partnera.