Symptomy więzi traumatycznej.

Data wpisu: 2019-03-18

Przemyślenia na temat symptomów więzi traumatycznej, które dostrzegam niestety dopiero po latach. Tkwiąc w bagienku nie sposób zauważyć swoich nielogicznych zachowań. To, co nazywamy największą miłością naszego życia, jest zwykłym szwindlem zaburzonego człowieka. To przerażające, że nasz związek jest w całości reżyserowany przez toksyka, a my gramy w nim jedynie wyznaczoną dla nas rolę. Ale do rzeczy.   

Mój logiczny umysł nie godził się na ten związek. Wiedziałam, że z każdym dniem pogarsza się mój stan psychiczny. Poprzez stosowaną przez niego przemoc emocjonalną moja samoocena i pewność siebie spadały. Czułam się nieatrakcyjna, beznadziejna, brakowało mi sił, by się temu przeciwstawić. Walka, odpieranie zarzutów, porównywanie mnie z innymi kobietami w fazie degradacji nie miało końca. Narcyz wygrał – uwierzyłam, że nie zasługuję na miłość, a toksyczny, pełen przemocy związek to wszystko na co mnie stać. Wyprana z uczuć i emocji, tonąc w bezsilności wyciągnęłam białą flagę. Przyjmowałam z pokorą wszystko co mi dawał – porcje słodkości i wiadro goryczy. 

Wewnętrznie pogodziłam się z tym, co mnie spotyka. Byłam zrezygnowana.   Jedyną rzeczą, która podnosiła moje poczucie własnej wartości były jego powroty. Tłumaczyłam sobie, że chyba nie jestem taka zła, skoro wraca. Nie rozumiałam jeszcze jego motywacji. W ostatecznym rozrachunku okazało się, że te powroty z miłością i docenieniem mnie nie miały nic wspólnego. Pisałam o tym tutaj: Narcystyczne etykietki dla wielokrotnych narzeczonych..   

Natrętne myśli. To był totalny obłęd. W fazie destrukcji, kiedy zrywał kontakt, wpadałam w dziwny trans. Nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Jego zdjęcia oglądałam godzinami. Tysiące razy dziennie sprawdzałam komunikatory, maila, telefon. Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym. Stał się moją obsesją. Często mi się śnił. Czasem w przyjemny, częściej w bardzo nieprzyjemny sposób. To były realistyczne sny, które miały w sobie część horroru. Po przebudzeniu długo nie potrafiłam dojść do siebie.   

Szukałam winy w sobie. To on mnie tego nauczył. Za każdym razem gdy odchodził analizowałam swoje zachowanie. Potrafiłam czepiać się szczegółów, np. ostatnio nosiłam czerwoną bluzkę, a on przecież mówił, że nie lubi czerwonego. Obwiniałam się za wszystko co powiedziałam, a co mogło zabrzmieć dwuznacznie. Czyniłam sobie wyrzuty za to, że zbyt często dzwoniłam, więc poczuł się osaczony. Za to, że dzwoniłam zbyt rzadko, więc poczuł się samotny.Znajdowałam ogrom błędów w swoim postępowaniu i postanawiałam dla niego się zmienić.

Zakłamywanie rzeczywistości. Powiedzmy sobie szczerze – po latach toksycznego związku zmieniłam się nie do poznania. Straciłam radość życia, nie uśmiechałam się tak często jak wcześniej. W fazie destrukcji te zmiany były najbardziej widoczne, byłam rozdrażniona, zapłakana, zaniedbana. Osoby, które znały mnie od dziecka doskonale dostrzegały te zmiany. Zwracali mi na to uwagę, pytali co się ze mną dzieje. Zawsze znalazłam stosowną wymówkę, by usprawiedliwić swój niewyjściowy wygląd.

Obrona przez atak. Nic tak nie wyprowadzało mnie z równowagi jak krytyka pod adresem mojego toksyka. Ludzie z zewnątrz dostrzegali jego niepokojące zachowania i mówili o tym głośno. Zdarzało mi się pokłócić i zerwać kontakt z osobą, która ośmieliła się skrytykować mojego narcyza.

Narcystyczne lusterko. Całe moje życie stało się zwierciadłem mojego związku. Jeżeli trwał miesiąc miodowy – unosiłam się metr nad ziemią i tryskałam dobrym humorem. W fazie degradacji – byłam rozdrażniona, zestresowana. W fazie destrukcji – zrozpaczona. Żyłam tym związkiem. Jeżeli było między nami źle, to choćbym była na najbardziej udanej imprezie z przyjaciółmi, nie byłam w stanie się nawet uśmiechnąć. Narcyz sterował moim samopoczuciem, nastrojem, stanem emocjonalnym. Odbiło się to na wszystkich aspektach mojego życia. O to mam do siebie ogromne pretensje. Potrafiłam być chłodna dla bliskich mi osób, wyłącznie z powodu tego, że przeżywałam aktualnie „swój prywatny dramat”.    

Więź traumatyczna.

Data wpisu: 2019-03-16

Stosowanie przemocy zarówno emocjonalnej jak i fizycznej w relacjach o podłożu uczuciowym (miłość partnerska/rodzicielska) powoduje wytworzenie się więzi traumatycznej. Więź traumatyczną można porównać do mechanizmu złożonego z trzech kół zębatych. Wszystkie trzy obracają się niezależnie, jednocześnie napędzając siebie wzajemnie i w konsekwencji wpędzając w ruch cały mechanizm.   

Więź traumatyczna to w rzeczywistości połączenie uczucia z dwoma rodzajami uzależnienia – psychicznym i fizycznym.

Jak toksyk uzależnia swoją ofiarę na poziomie psychicznym?  

1. stosując manipulację informacją (więcej tutaj: Powiedz mi co Cię boli, a będę wiedział w co uderzyć. O tym jak plaster zrywa się razem ze skórą. )

2. stosując klasyczne warunkowanie i intermittent reinforcement

3. obniżając samoocenę ofiary

4. zastraszając/podporzadkowując

5. żerując na postawowych mechanizmach unikania cierpienia i poszukiwania przyjemności   

Uzależnianie psychiczne stosowane jest na każdym etapie znajomości toksycznej. Odpowiednio, na przykładach.   

Etap miesiąca miodowego: 

1. Komplementowanie części ciała/umiejętności, które są powodem Twoich kompleksów, np. „Masz niesamowicie zgrabne nogi”, „Jesteś taka błyskotliwa”

2. Kiedy robisz coś po myśli toksyka, dostajesz nagrodę, choćby komplement, np. po zjedzeniu przygotowanego przez Ciebie posiłku: „Zawsze marzyłem o kobiecie która tak wspaniale gotuje. Obiecałem sobie, że gdy taką spotkam, to zostanie moją żoną. Jesteś idealna.” 

3. Nie ma zastosowania na tym etapie

4. Próbuje stworzyć najlepszą, bezproblemową i idealną wersję Ciebie (więcej tutaj: Projektowanie plastusia. O tym, jak rezygnujemy z prawdziwej siebie w imię toksycznej miłości. )

5. Daje Ci wszystko, czego oczekujesz byś była szczęśliwa – obecność, komplementy, akceptacja. Załącza się mechanizm poszukiwania przyjemności.   

Etap degradacji: 

1. Budzenie Twoich kompleksów, często pod pozorem troski, lub w żartach np. „Niskie kobiety jak ty, mają takie urocze krótkie nóżki, jak kaczuszki.”, „Jak zwykle trzeba ci pokazać palcem, bo nie widzisz wyjścia z sytuacji. Nieporadna istotka z ciebie.” 

2. Nie zawsze zostajesz nagrodzona za zachowanie po myśli toksyka. Coraz rzadziej docenia to, co dla niego robisz. Czujesz, że sprzeciw spowoduje Wasze rozstanie, lub awanturę. Coraz częściej jesteś bezwzględnie karana za każde najmniejsze wychylenie się poza ramy wyznaczone przez niego.

3. Krytyka pod Twoim adresem pada często. Często także jesteś porównywana do dziewczyn/żon kolegów, czy innych kobiet w otoczeniu toksyka.

4. Obniżanie pewności siebie, np. „Beze mnie zginiesz”, „Co ty byś beze mnie zrobiła” 

5. Wyginasz się jak rozgotowany makaron, by go nie rozzłościć i tym samym nie pogorszyć swojej sytuacji w związku. Próbujesz zasłużyć na jego miłość. Załącza się mechanizm unikania cierpienia.   

Etap destrukcji: 

1. Padają bezwzględne epitety. Toksyk szczególnie chętnie uderza w bolące miejsca. 

2. Każde Twoje staranie spotyka się z jego krytyką. Często kończy się awanturą. W najlepszym wypadku zostawia Cię (czasem bez słowa) i kompletnie ignoruje.

3. Z premedytacją obniża samoocenę, np. „Chcesz odejść? Droga wolna. Jestem ciekawy kto ciebie zechce z takim tłustym tyłkiem.” 

4. Bezpośrednio zastrasza, np. „Jeżeli zarządasz rozwodu, odbiorę ci dzieci.”, „Jeśli ode mnie odejdziesz, pokażę znajomym twoje kompromitujące zdjęcie” 

5. Przemoc dochodzi do granicy, kiedy zrobisz wszystko, by tylko jej uniknąć i aby Twój dawny on wrócił. W ten sposób próbujesz uniknąć cierpienia, jednocześnie poszukując przyjemności. Działają oba mechanizmy.   

Jak toksyk uzależnia swoją ofiarę fizycznie? W grę wchodzi chemiczna huśtawka o której pisałam trochę tutaj: Nałogowiec miłości. Motylki czy chmara szarańczy? Chemiczna huśtawka.   

Pokrótce: organizm zalewa kolejno fala neuroprzekaźników wywołujących przyjemność, następnie fala neuroprzekaźników wywołujących stres i stan nieprzyjemny. Mózg zostaje rozhuśtany. Działa jak słynne perpetuum mobile z kulkami, wychylającymi się raz z jednej, raz z drugiej strony. Organizm zaczyna funkcjonować w stanach skrajnie od siebie różnych i uzależnia się do „przeskakiwania” ze stanu euforii do skrajnej rozpaczy.

W momencie kiedy ofiara toksycznego związku decyduje się zakończyć relację, jej organizm zaczyna domagać się brakujących mu neuroprzekaźników. Dokładnie tak jak to się dzieje w przypadku głodu alkoholowego, czy narkotycznego – ciało domaga się porcji używki. Ofiara dotkliwie odczuwa brak uzależniającej toksyny, która była główną przyczyną wydzielania hormonów.  

Nie bez znaczenia pozostaje także udział oksytocyny. W bliskim kontakcie kobiety z toksycznym partnerem, mam tu na myśli kontakt fizyczny, od przytulania do stosunku włącznie, przysadka mózgowa kobiety wydziela ten słynnyhormon przywiązaniaDziała to jedynie w przypadku kobiet, u mężczyzn natomiast, zamiast oksytocyny wydziela się wazopresyna. Nie ma ona właściwości powodujących przywiązanie do partnerki.

Toksyczny związek – 7 subtelnych sygnałów alarmowych.

Data wpisu: 2019-03-15

Luźne przemyślenia na temat sygnałów alarmowych, na moim przykładzie. Pomyślałam, że podzielę się nimi z Tobą. Być może zauważysz coś podobnego u siebie – to znak, że należy poważnie zastanowić się nad kontynuacją związku.

1. Moje ciało wyraźnie dawało znać, że z tym człowiekiem jest coś nie tak.

Często w jego towarzystwie byłam spięta, chociaż sytuacja była całkiem relaksująca, np. siedząc przytuleni na kanapie oglądaliśmy film. Ja w tym momencie czułam, jakby za chwilę miało stać się coś strasznego. Serce biło mi mocno, zasychało mi w gardle. Zawsze potrafiłam znaleźć logiczne wytłumaczenie dla tej reakcji. Stresujący dzień w pracy, za dużo kawy, zamartwianie się błahostkami – tak to sobie tłumaczyłam. W rzeczywistości moje ciało dawało mi sygnał *uciekaj od niego!*

2. Nieuzasadniony lęk. 

Nie zapomnę pewnej sytuacji. Stałam na przystanku pełnym ludzi. Wracałam z pracy. Jakiś młody chłopak krzyknął do kolegi używając imienia narcyza. Podskoczyłam i nerwowo zaczęłam szukać go wzrokiem. Ludzie zauważyli moją nietypową reakcję, bo obrzucona byłam zaciekawionymi spojrzeniami. Obłęd. Było mi niesamowicie wstyd.Na dźwięk jego imienia reagowałam jak zwierzyna łowna na huk wystrzału.

3. Gniew. 

Często zastanawiało mnie jak można być tak aroganckim, zawistnym i chorobliwie zazdrosnym o sukcesy innych ludzi. Nie rozumiałam, dlaczego na wieść o awansie kolegi cały poczerwieniał ze złości. Pracowali w innych firmach. Niczego mu tym awansem nie odbierał i zasłużył na niego swoją ciężką pracą. Ludzie, którym powodziło się lepiej niż jemu, budzili jego gniew. Pisząc to mam przed oczami jego twarz. Pochylona głowa, wzrok drapieżnika, zaciśnięte usta, przez które sączyły się pełne nienawiści słowa. Po takich jego reakcjach długo milczałam. Bałam się, że to na mnie ten gniew rozładuje. Bagatelizowałam to, bo bycie zazdrosnym może być cechą charakteru. Może być. Ale nie w takim natężeniu i nie względem obcych ludzi.   

4. Pranie mózgu. 

Chociaż mój umysł reagował histerycznym śmiechem na bzdurne teorie toksyka, to serce (czy podświadomość) chłonęło je jak gąbka i z góry przyjmowało je za fakt nie do obalenia. Na poziomie logiki wypierałam się tego, czym próbował nasączyć mój umysł, ale i tak działałam zgodnie z tym co mówił. Tak na wszelki wypadek. (Dziś piątek, mam ochotę na schabowego, więc kupię kilogram dorsza. Toksyk w piątki jada tylko ryby.Wgrywał swojego wirusa w moje oprogramowanie, dzięki temu sterował mną jak marionetką. I to zdalnie!

5. Kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą. (nie wymienię nazwiska autora tych mądrych słów)

Mój toksyk stosował wobec mnie gasligting. To brutalna technika manipulacji, która w ofierze rodzi wątpliwość, co do jej własnego zdrowia psychicznego. Więcej tutaj: Gaslighting. . W pewnym momencie zorientowałam się, że toksyk stał się moją wyrocznią. Każdą decyzję konsultowałam z nim. Począwszy od zmiany koloru włosów, do decyzji związanych z dużymi inwestycjami. Zwątpiłam w siebie. Przez jakiś czas uważałam się za głupszą (nie lubię tego słowa) od niego. Skoro wmówił mi, że to co widzę nie istnieje, sama zaczęłam wątpić, że jestem normalna. Zachowywałam się więc jak ubezwłasnowolniona niepełnosprawna pod kuratelą toksyka. Sad but true. 

6. Spacer sapera. Kontrolowanie się na każdym kroku.

Rozmawiając z toksykiem ważyłam słowa, tak by nie powiedzieć przez przypadek zdania, które narcyza zrani. Doskonale wiedziałam, że skutkuje to wręczeniem biletu na karuzelę. Rozmowa z nim przypominała spacer po polu minowym. Zastanawiałam się, gdzie mogę postawić krok i czy ten krok nie wywoła wybuchu ładunku. Swobodna wymiana myśli nie istniała. Czasem moja luźna refleksja stawała się powodem awantury, bo uznał ją za atak na swoją osobę.   

7. Siedzenie na szpilkach. 

W fazie degradacji moje ciało było napięte jak struna. Zmysły wyostrzały się. Słyszałam nawet jego oddech z odległości kilku metrów, nieregularny – był zwiastunem nadciągającej serii zarzutów. Bałam się odezwać kiedy miał zły humor. Bałam się przechodzić obok niego, bo i to bywało powodem jego wściekłości. Najlepiej by było, gdybym nie oddychała, bo i to a nuż go wnerwi. Może gdybym w fazie degradacji zapadła w sen zimowy… chociaż to stałoby się powodem do awantury z powodu lenistwa. Zatem – żadne wyjście nie jest dobre.    

Etapy żałoby po rozstaniu. Część 2

Data wpisu: 2019-03-12

Tutaj część 1 -> Etapy żałoby po rozstaniu. Część 1. Wstrząs.

Drugi etap żałoby – etap niedowierzania – przebiegał u mnie dosyć szybko. Był to zwykle tydzień, może dwa. Po nim następował dłuższy i bardzo bolesny etap żałoby właściwej.   W pierwszych dniach po rozstaniu budziłam się codziennie z palpitacjami serca. Od razu po przebudzeniu pojawiała się myśl *jego już nie ma*. Toksyk doskonale mnie zaprogramował. Skoro pierwszą rzeczą jaką robiłam rano było czytanie słodkich wiadomości, to po rozstaniu, kiedy tych wiadomości zabrakło, od samego rana towarzyszyła mi pustka. Mimo wszystko z przyzwyczajenia brałam do ręki telefon, tylko po to, by po raz kolejny namacalnie poczuć samotność.  

Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. W fazie niedowierzania próbowałam racjonalizować jego zachowanie. Szukałam wyjaśnienia tego co się stało. Chyba w głębi serca liczyłam, że gdy znajdę powód rozstania, zdołam naprawić nasz związek i on wróci. To był etap przypominania sobie naszych rozmów, czytania starych maili od niego. Szukania niuansów. Czegokolwiek, co mogło wskazywać na to, że odejdzie. Poszukiwania wiadomości na temat zaburzeń osobowości (chwała ci za to, etapie niedowierzania! 🙂 ).  

Etap niedowierzania ma to do siebie, że podczas jego trwania próbujemy się utrzymywać nad powierzchnią. I to wychodzi, aż do czasu nadejścia etapu żałoby właściwej. Wtedy właśnie spadamy na samo dno rozpaczy, a utrzymanie się nad powierzchnią w tym momencie staje się wręcz niemożliwe.   

Trzeci etap żałoby jest tym najbardziej bolesnym. Doświadczałam w nim wszystkich możliwych objawów depresji. Często moje funkcjonowanie było tak utrudnione, że ciężko było mi podnieść się z łóżka. Płakałam to mało powiedziane. Łzy lały się wartkim strumieniem. Miałam ochotę błagać go, by wrócił. Rzucić na niego zaklęcie, zrobić cokolwiek, żeby go nie stracić. Dominującymi uczuciami, które przeplatały się ze sobą na tym etapie były tęsknota i rozpacz.   Przygnębienie sięgało zenitu. Wszelkie próby podejmowania aktywności kończyły się frustracją – z prostej przyczyny – nie miałam siły kompletnie na nic. Nawet jeżeli zmobilizowałam się i zrobiłam to, co wcześniej sobie zaplanowałam, to nie czułam z tego powodu żadnej satysfakcji. Nic mnie nie cieszyło. Myśli o toksyku były natrętne. Jedyna rzecz na jaką miałam ochotę to oglądanie jego zdjęć. Ale i to wywoływało we mnie negatywne emocje.   

Po burzy wychodzi słońce, a po etapie żałoby właściwej pojawia się etap ukojenia.Etap ukojenia – sama nazwa wskazuje, jest momentem kiedy najgorsze za nami. Próbujemy funkcjonować normalnie. Objawy depresji ustępują. Zaczynamy powoli godzić się ze stratą.   

W toksycznych relacjach etap ukojenia jest newralgicznym momentem. Toksyk lubi wtedy wrócić, albo chociaż przypomnieć o sobie. To niebezpieczne, bo daje nam nadzieję. Wyczerpane rozpaczą możemy go na nowo przygarnąć. Poza tym, kiedy wraca nasza chęć do życia, znów możemy dawać toksykowi to, czego potrzebuje. Często też puszczamy w niepamięć jego przykre słowa i czyny – po prostu odchorowałyśmy je depresją na etapie żałoby właściwej.   Mój toksyk zawsze wracał podczas trwania etapu ukojenia. Powoli zaczynałam układać sobie życie bez niego, wracało mi zdrowie i chęć do działania – wtedy zawsze się odzywał. Nie pozwalał mi przeżyć wszystkich etapów żałoby, nie pozwalał mi zapomnieć i uwolnić się od niego. Wystarczyłby tylko jeden etap a cały cykl zakończyłby się pomyślnie i mogłabym ruszyć z kopyta, bez niego.  

Sprytnie to wszystko się układa, prawda? Hoovering (więcej o tym zjawisku tutaj Hoovering. Pogoń drapieżnika. ) zawsze niszczył cały trud 4 etapów żałoby. Dawałam się wciągnąć w relację, nie wiedząc, że uwolnienie było na wyciągnięcie ręki, a najgorsze było już za mną. Wystarczyło jedynie dać sobie więcej czasu. Dlatego tak ważne jest, by przy rozstaniu zastosować metodę zero kontaktu – Koniec toksycznego związku. O jedynej (prawie 100%) skutecznej metodzie wyjścia z bagienka – no contact. Zero kontaktu..Wtedy nie dajemy toksykowi szansy na zniweczenie naszej pracy nad zdrową przyszłością.  

Etap akceptacji przyszedł dopiero po ostatecznym rozstaniu z narcyzem. To obszerny temat. Na pewno wkrótce będę o tym pisać.    

Etapy żałoby po rozstaniu. Część 1. Wstrząs.

Data wpisu: 2019-03-12

Żałoba to naturalny proces towarzyszący nam przy każdym rozstaniu z osobą bliską. Kojarzy nam się ze śmiercią, jednak nasz partner wcale nie musi zejść z tego świata, by ten proces miał miejsce. Wystarczy, że nasze drogi się rozchodzą. Poprzez proces żałoby nasza psychika żegna się z kimś, do kogo jesteśmy przywiązani. To swoiste przecinanie więzów.  

W psychologii mówi się o 5 etapach żałoby:

1. Wstrząs

2. Niedowierzanie

3. Żałoba właściwa

4. Ukojenie

5. Akceptacja.  

Mój toksyk zadbał o to, bym proces żałoby przechodziła notorycznie. Porzucał mnie często z dnia na dzień. Nie będę w tym poście dociekać czy jego motywacją była próba manipulowania mną, czy po prostu chciał się realizować poza związkiem. Faktem jest, że każde takie rozstanie wiązało się u mnie z uruchomieniem lawiny kolejnych etapów żałoby.   W tym poście skupię się na pierwszym etapie. Wiadomość o tym, że „to koniec” zawsze była dla mnie szokiem. Pomimo tego, że przyzwyczaiłam się do rytmu ciepło-zimno-koniec, każde takie rozstanie bardzo boleśnie przeżywałam.  

Na początku naszej znajomości dostawałam informację o zakończeniu związku najczęściej przez sms. Tak, dla mnie to też było dziwne. Mógł to zrobić z klasą. Rzucić mnie na spotkaniu. Po czasie doszłam do wniosku, że to cholerny tchórz. Tchórz ostatniej kategorii. Gdyby zrobił to twarzą w twarz, musiałby zmierzyć się z moją rozpaczą. Musiałby widzieć jak cierpię, wytłumaczyć dlaczego uznał, że nie warto brnąć w to dalej. Bał się konfrontacji. Szedł na łatwiznę.  

W miarę tego jak nasz związek był bardziej zaawansowany i zamieszkaliśmy razem, etap wstrząsu stał się dla mnie jeszcze bardziej dotkliwy. Nadal także kontynuował swoje tchórzowskie zachowania. Zdarzyło mi się wrócić do domu po pracy, a w łazience brakowało jego kosmetyków i szczoteczki do zębów. Zadzwoniłam do niego zdziwiona i dowiedziałam się, że „potrzebuje wolności”. Rozłączył się. Tylko tyle.  

Standardowych fizycznych objawów jakie pojawiały się u mnie w fazie wstrząsu (zaraz po rozstaniu) było kilka. Pierwszy to sztylet w serce. Ból niemal fizyczny, pojawiał się w okolicach klatki piersiowej. Tzw. gula w gardle. Trzęsące się ręce. Niemożność powstrzymania płaczu. Serce biło mi tak mocno, że sama je słyszałam. Zawroty głowy do omdlenia włącznie (stąd określenie bilet na karuzelę).

 Z objawów na poziomie mojej duszy – w uszach jak mantra brzmiały mi jego ostatnie słowa. Zarówno te napisane jak i wypowiedziane. Byłam niesamowicie zdezorientowana, jakbym nagle wylądowała na innej planecie. Ktoś mógł mówić do mnie, słyszałam tego ktosia, ale kompletnie nie docierało do mnie co mówi. Zupełnie jakby mówił w obcym języku. Pojawiało się uczucie odrealnienia. Miałam wrażenie, że wszystko co dzieje się dookoła mnie to spektakl, a ja stoję po jego środku w totalnym osłupieniu. Na chwilę mój świat stawał w miejscu. Grunt osuwał się spod nóg.  

W etapie wstrząsu moja psychika odrzucała możliwość rozstania. Broniła mnie przed bolesną prawdą. Być może ta dezorientacja była chwilowym efektem znieczulającym. Swoisty Głupi Jaś niwelujący lęk przed zabiegiem bolesnego odcięcia.  

Tutaj część 2 – Etapy żałoby po rozstaniu. Część 2.

Narcystyczne etykietki dla wielokrotnych narzeczonych.

Data wpisu: 2019-03-08

Moje plany dotyczące przyszłości z toksykiem były jasno sprecyzowane. Rodzina, dom, dzieci i pies. On w tych planach wiernie mi wtórował. Przynajmniej tak mówił. O tym, kim naprawdę byłam dla niego dowiedziałam się pod koniec znajomości.

Jeżeli w Twoim toksycznym związku często przewija się faza destrukcji – awantura z błahego powodu zakończona rozstaniem, ale równie szybko co nastąpiło rozstanie następuje jego powrót, to możesz być pewna, że zostałaś oznaczona jedną z trzech narcystycznych etykietek.

1. Narcystyczna poduszka.

Zapewniasz mu miękkie lądowanie. Zawsze jesteś i wie, że gdy nie wyjdzie mu związek z kolejną kobietą, to może do Ciebie wrócić. I wraca regularnie. Urobił sobie Ciebie na tyle, że zawsze będziesz czekać na niego, zawsze wybaczysz i zawsze przyjmiesz go z powrotem. Narcystyczne poduszki najczęściej zostają żonami toksyków. Kiedy nadchodzi czas, by się ustatkować, a kolejne miłosne podboje nie wychodzą, narcyz poślubia swoją wierną Penelopę.

2. Narcystyczny zasilacz.

Komplementujesz go często. W Twoim towarzystwie narcyz czuje się kimś. Poprawia mu się humor, rośnie jego samoocena. Twoje otwarte serce i pełne podziwu oczy upewniają go w tym, że jest tworem idealnym. Odbiera od Ciebie narcystyczny eliksir. Będzie wracał do Ciebie często po kolejną jego porcję, zawsze w momentach gorszego samopoczucia. Twoja przygoda z toksykiem zakończy się, jak tylko przestaniesz go podziwiać.

3. Narcystyczny usługodawca.

Jesteś świetną księgową, a narcyz prowadzi działalność gospodarczą. Masz liczne znajomości w sądownictwie, a zaburzony raz po raz wdaje się w konflikt z prawem. Dobrze powodzi Ci się finansowo, a toksyk wiecznie jest pod kreską i prosi o ratunek. Te wszystkie przykłady łączy jedno – narcyz traktuje Ciebie jako swoje koło ratunkowe. Zwyczajnie jesteś mu do czegoś potrzebna. Tutaj związek kończy się wraz z zakończeniem problemu toksyka. Ewentualnie, kiedy spotka się z brakiem Twojego odzewu na jego błagalne prośby o pomoc.

Jeżeli wydaje Ci się, że toksyk wraca do Ciebie zawsze, bo Cię kocha, tęskni, jesteś dla niego wyjątkowa, to wyprowadzam Cię w tej chwili z błędu. Toksyk nie kocha i nie pokocha. Nie zna uczucia jakim jest miłość. 

Mój toksyk przykleił mi etykietkę narcystycznej poduszki. Byłam jego stałym portem, do którego zawijał po swoich licznych rejsach na morza dalsze i bliższe. Zazwyczaj bywa tak, że kiedy kobieta jest zdradzana, to wiedzą o tym wszyscy dookoła. Główna zainteresowana dowiaduje się na końcu. Tak też było w moim przypadku. Być może byłam w wypaczonym umyśle mojego toksyka numerem jeden. Ale co mi po mężczyźnie, który co kilka miesięcy robi skok w bok? Całkiem możliwe jest, że do realizacji planów by doszło. Tylko co dalej? Czy wytrzymałabym psychicznie jego przemoc emocjonalną? Czy całe życie byłabym zdradzaną żoną, czekającą wiernie jak mityczna Penelopa na swojego Odyseusza? Te pytania na szczęście nigdy nie doczekają się odpowiedzi. To kolejny powód, dla którego uznaję rozstanie z toksykiem za błogosławieństwo.    


Efekt bumerangu. Dlaczego toksyk wraca?

Data wpisu: 2019-03-08

Po fazie destrukcji i rozstaniu, kiedy to zaczynamy powoli wracać do siebie po narcystycznej przemocy, toksyk wyłania się spod ziemi. Gdy nie jesteśmy jeszcze świadome mechanizmów na jakich opiera się toksyczna relacja (tutaj więcej na ten temat: Fazy (etapy) i cykle toksycznego związku. Playlista hit-przebojów i bilet na karuzelę.) może to być dla nas powód do szczęścia. I ja sama bardzo długo traktowałam to w ten sposób.   

Kiedy toksyk wraca?  

1. Wtedy, gdy bitewny pył opadł i puszczamy powoli w niepamięć to, czym nas zranił. Zaczynamy funkcjonować normalnie, odzyskujemy siły. Wtedy możemy stać się na nowo źródłem narcystycznego zasilania, mamy w sobie moc, by machnąć ręką na wszystko złe, co miało miejsce wcześniej.

2. Gdy toksyk dowiaduje się o naszym kryzysie, np. o utracie bliskiej osoby, pracy, czy innym nieszczęściu. Jesteśmy wtedy tak bardzo skupione na bólu który odczuwamy aktualnie, że całe zło wyrządzone przez toksyka wydaje nam się niczym. Poza tym, całkiem naturalnym jest szukanie sojuszników, którzy wesprą nas w trudnych chwilach. Takie momenty to dla toksyka otwarta furtka.   

Dlaczego toksyk wraca? Z mojego doświadczenia wynika, że powodów dla których toksyk wraca jest kilka. 

1. Dajesz mu to, czego oczekuje.Osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości zadaniują ludzi. Już na samym początku dokonując obwąchiwania terenu (więcej tutaj: Obwąchiwanie terenu. Ocena wartościo-atrakcyjności. Część 1) przydzielają z góry określoną rolę. Jeżeli potrzebuje jakiejś usługi, choćby po prostu wyżalić się, czy rozładować napięcie seksualne, to uda się do osoby, która wcześniej została oznaczona tą konkretną etykietką. 

2. Może to jego urok, może to… Narcyz sprawdza swoją atrakcyjność w Twoich oczach. Testuje, czy nadal pragniesz z nim być. Czy nadal ulegasz jego czarującemu stylowi bycia. Sprawdza Twoją reakcję na swoją osobę. 

3. Sprawdza czy nadal ma nad Tobą władzę. Testuje, czy sztuczki które wielokrotnie na Tobie stosował nadal działają. Próbuje manipulować, sterować Tobą. 

4. Z tą drugą nie wypaliło. To chyba nie wymaga komentarza 🙂 

5. Mamo, nudzi mi się. Jeżeli byłaś dobrym dostawcą narcystycznej rozrywki, to się po nią zgłosi. Zajmie sobie czas w oczekiwaniu na kolejną ofiarę, która zastąpi Ciebie w roli animatorki, gdy Twoje pomysły go znudzą. 

6. Tu powinien być punkt – bo Cię kocha i się stęsknił. Ale takiego punktu w toksycznej relacji nie ma.  

7. Chce jeszcze bardziej wdeptać Cię w ziemię. Satysfakcję sprawia mu patrzenie na Twój ból, Twoją bezradność. Na chwilę da Ci zabawkę (wróci), tylko po to by brutalnie wyrwać Ci ją z rąk i patrzeć jak szlochasz. Jego ego rośnie. 

8. Hejka, co u Ciebie? Im gorzej sobie radzisz bez niego, tym większą satysfakcję będzie miał i bardziej urośnie w swoich oczach. W końcu jest tak wyjątkowy, że bez niego umierasz, prawda? Jeżeli tęsknisz i cierpisz będzie się tym karmił. Im więcej Twojego cierpienia, tym większa pożywka dla niego.  

Ty początkowo jesteś sceptyczna. Nie wiesz czy dać mu drugą (trzecią, czwartą, kolejną) szansę. Wtedy narcyz zaczyna hoovering. Więcej o tym zjawisku tutaj: Hoovering. Pogoń drapieżnika.

Koniec toksycznego związku. O jedynej (prawie 100%) skutecznej metodzie wyjścia z bagienka – no contact. Zero kontaktu.

Data wpisu: 2019-03-07

Gdybym miała ustalać rangę postów, to według mnie ten jest najważniejszy na moim blogu. Postaram się przekazać całą wiedzę jaką zdobyłam podczas mojego związku. Sama rozstawałam się kilka (może kilkanaście?) razy z moim narcyzem. Zawsze była to droga przez mękę.   

Trochę to wygląda jak rzucanie palenia. Rzucasz, wracasz, rzucasz i tak bez końca. Aż do momentu kiedy postanowisz sobie, że rozstanie to jedyna droga ratunku dla Ciebie i będziesz konsekwentnie się tego trzymać. Więź traumatyczna jest jak już pisałam połączeniem miłości z uzależnieniem. Z cholernie ciężkim uzależnieniem. Ale ze wszystkiego można wyjść, pamiętaj.   

Są dwa warianty zakończenia toksycznego związku:

1.Rozstanie z inicjatywy ofiary przemocy emocjonalnej. Odejście od toksyka następuje zazwyczaj dopiero wtedy, gdy jesteśmy w totalnej rozsypce, zdruzgotane, wymęczone wieloletnią przemocą emocjonalną. Granice naszego bólu były wielokrotnie przekraczane. Gdy nie mamy sił walczyć, bo lata doświadczeń nauczyły nas, że to walka z wiatrakami. Dajemy kolejną szansę, on kolejny raz przysięga, że nigdy więcej nie zawiedzie. Mija kilka dni/tygodni/miesięcy i toksyk nadal zawodzi dokładnie w ten sam sposób jak dotychczas. Tracimy nadzieję na to, że coś może się zmienić na lepsze.  

2. Rozstanie z inicjatywy toksyka-przemocowca. Następuje wtedy, kiedy zaburzony wyssał już wszystkie zasoby, może nas porzucić i znaleźć sobie nową ofiarę… chociaż najczęściej wcale nie musi szukać. W momencie kiedy odchodzi od nas, jest już zazwyczaj w związku z nową ofiarą. I ta nowa ofiara jest mocno zaangażowana w związek z nim.   

Który wariant lepszy? Nie mam pojęcia. Ja większość rozstań zaliczyłam z inicjatywy toksyka. Między innymi dlatego, że moim bolącym miejscem jest samotność. Pisałam o tym tutaj: Etap trzeci – faza destrukcji. Dlaczego faza nasilonej przemocy może stać się błogosławieństwem?. Z perspektywy czasu uważam, że to szansa. Toksyk odcina się (chwilowo! Ale o tym zaraz) a my mamy czas na działanie (i o tym też zaraz).  

Jeżeli jednak do Twojej sytuacji pasuje wariant pierwszy, to mogę powiedzieć tylko tyle: jesteś niesamowicie mądrą i silną kobietą. Chciałabym mieć wcześniej tyle siły co Ty. Na pewno dasz radę.  

Pisząc o chwilowym odcinaniu się toksyka miałam na myśli ich efekt bumerangu (więcej tutaj: Efekt bumerangu. Dlaczego toksyk wraca?). Lubią wracać. Robią to z ogromną przyjemnością. By sprawidzić czy cierpisz, tęsknisz, czy nadal mają nad Tobą władzę. Im bardziej cierpisz, tęsknisz i wspominasz tym bardziej się cieszą. (Pisząc to mam przed oczami demony ze średniowiecznych rycin. Ich też cieszy ludzkie cierpienie. Może to dobre porównanie?)  W przypadku narcystycznego zaburzenia osobowości można to porównać do sprawdzania listy obecności w fanklubie 🙂  narcyz sprawdza, czy nadal działa na Ciebie jego urok. Czy mu ulegniesz, czy w momencie kiedy nie będzie miał pod ręką innego obiektu Ty przyjmiesz go z otwartymi ramionami.   

Czasem wracają tylko po to, by udowodnić sobie, że wciąż mogą wciągnąć Cię w swoją grę. Wtedy bawią się chwilę i porzucają w spektakularny sposób triumfując po raz kolejny. Jeżeli myślisz, że 1. Twój ukochany toksyk wszystko sobie przemyślał, 2. zmieni się, 3. pójdzie na terapię i 4. będziecie żyć jak w bajce, to:

1. Przemyślał sobie jedynie to, jak Ciebie wciągnąć z powrotem w chorą toksyczną grę;

2. Nie zmieni się. Toksyk nigdy się nie zmienia;

3. Obieca Ci, ale nawet nie przekroczy drzwi poradni. Ani mu się śni na nią iść;

4. Ta bajka będzie dramatem i nie skończy się happy endem.  

To jedynie manipulacja zwana hoovering. (Więcej na ten temat tutaj: Hoovering. Pogoń drapieżnika. ) Toksyk próbuje wciągnąć Ciebie w dalszą grę. I tym razem nie będzie lepiej, bo zasady gry wcale się nie zmieniają.

Podjęłaś decyzję, że odchodzisz / toksyk zostawił Cię i nie chcesz już kontynuować tego związku. Co robić? 

Każdy przypadek jest inny. Jeżeli masz z toksykiem dzieci / jesteś w związku małżeńskim / mieszkacie razem, pierwsza i najważniejsza rzecz – Ty albo toksyk. Jedno z Was się wyprowadza. Obcując z nim pod jednym dachem nie unikniesz hooveringu, będzie na wszelkie możliwe sposoby próbował odwieść Cię od decyzji o rozstaniu. W przypadku kiedy konieczny będzie rozwód – rozejrzyj się za dobrym prawnikiem. To będzie długa walka z odpieraniem absurdalnych zarzutów, praniem wszystkich brudów i obwinianiem Ciebie za wszelkie kataklizmy tego świata. Jeżeli jesteś „jedynie” w związku sprawa jest zdecydowanie łatwiejsza.

Dalej, jednolicie dla wszystkich przypadków, stosujemy metodę zero kontaktu.   

Na czym polega metoda zero kontaktu? Od czego zaczynamy?Blokujemy numer telefonu toksyka, blokujemy go na facebooku, blokujemy go na whatsappie, blokujemy go na gadu-gadu,blokujemy go wszędzieNie ma wyjątków. To jedyna opcja by to rozstanie w ogóle się udało. Inaczej efekt bumerangu i hoovering zniszczą wszystko czego uda Ci się dokonać. I nie żartuję. Sama wpadałam w te sidła kilka razy.   

Wszystko co się z nim kojarzy wyrzucamy. Wiem, że nie zawsze jest to wykonalne, bo są przedmioty wartościowe, których wyrzucać nie chcemy – dla nich przygotowujemy karton. Pakujemy je i odstawiamy w najdalszy kąt piwnicy. (Nie daj Boże w ten, gdzie choinka i bombki! Poniesie Cię świąteczny klimat, życzenia i czas przebaczenia. Wtedy nieszczęście gotowe, wiem to po sobie 🙂 )   

Jeżeli macie wspólnych znajomych postaraj się ograniczyć z nimi kontakt. Nie udzielaj zbyt wielu informacji o sobie. Uwierz mi, wyszeptane Twojej koleżance w tajemnicy zdanie „Płaczę odkąd się rozstaliśmy” dotrze do niego lotem błyskawicy. I spowoduje uśmiech od ucha do ucha na jego toksycznej ekhm… twarzy  🙂  

Te nieszczęsne zdjęcia. To moje przekleństwo. Z nimi było mi najtrudniej się rozstać, ale co poradzić. To już przeszłość. Wyrzuć je po prostu, albo idź do piwnicy i schowaj je do kartonu. Jeżeli są w wersji elektronicznej i masz przy okazji uwieczniania facjaty toksyka udokumentowany kawał swojego życia, to zrzuć je na pendrive. Jego też wynieś do piwnicy. Pendrive, nie toksyka.   

Karton owijasz szczelnie taśmą klejącą. Markerem piszesz „Nie otwierać przed: *do aktualnego roku dodajesz 5*”

Nie dawaj się wyciągać na imprezy na których jest toksyk. Może być Ci wstyd przed znajomymi, że nawet się do niego nie odzywasz. A właśnie to masz robić – nie odzywać się.  

Co mogę dodać jeszcze?  

Nie chodź do Waszego parku, nad Waszą rzekę, do Waszego kina. Nie słuchaj Waszych piosenek. Nie kręć się w okolicy jego domu, pracy, klubu do którego co piątek wychodzi. Unikaj go jak ognia. Dla tego człowieka masz się po prostu zapaść pod ziemię.

Maile, sms-y – naprawdę chcesz to wszystko trzymać? Po co? Będziesz jedynie wracać myślami, rozbijać na atomy każde jego zdanie. Szkoda na to czasu. On tak nie robi. Nie rozczula się nad każdą Twoją wiadomością. Doskonale organizuje sobie czas i korzysta z życia podczas, gdy Ty nalewasz sobie kolejny kieliszek wina i łkasz czytając na głos „już zawsze…” które kiedyś naskrobał bez przemyślenia.   

Płacz strumieniami. Płacz oczyszcza, płacz jest dobry. Jak trzeba to puść rozczulającą piosenkę i rozpłacz się jeszcze bardziej. To jest okej. Przeżywasz żałobę, zupełnie tak jakby on umarł. Ale nie płacz przy jego zdjęciach. Nie płacz przy Waszych piosenkach ani w Waszym parkuDaj sobie czas, ale pozwól i pomóż sobie zapomnieć. Czasem uparcie trzymamy się myśli o kimś kto odszedł z naszego życia, a to nie jest dla nas zdrowe.   

To Twój czas – sprawiaj sobie przyjemności. Porcja endorfin, która wydzieli się podczas słuchania muzyki (tylko nieWaszych piosenek!), po bieganiu, czy po wsmarowaniu w siebie pachnącego balsamu dobrze Ci zrobi. Postaraj się nie poddać rozpaczy. Wstawaj rano choćby po to, by zrobić sobie kawę. Zanim woda się ugotuje – pościel łóżko.Aż do wieczora nie wracaj do niego. Leżenie wciąga, a nie możesz pozwolić sobie na bezczynność. Leżenie + bezczynność = powracające myśli = dół i rozpacz.   

Wszystkie etapy żałoby będziesz musiała przeżyć po swojemu (więcej na ten temat tutaj Etapy żałoby po rozstaniu. Część 1. Wstrząs. ). Dopiero po przebrnięciu ich wszystkich poczujesz ulgę i to podwójną, bo wyleczysz się z miłości i z uzależnienia jednocześnie.

Somatyzacja i palec w ognisku. Jakie choroby powoduje toksyczna relacja. Flagi alarmowe.

Data wpisu: 2019-03-06

To jak ogromne spustoszenie w naszej psychice czyni relacja toksyczna nie budzi wątpliwości. Niewiele osób mówi o tym, jak opłakane mogą być jej skutki dla naszego ciała. Pomijam już aspekt przemocy fizycznej, bo ślady po niej są widoczne gołym okiem. Jednak przemoc emocjonalna również potrafi pozostawić po sobie ślady w postaci choroby somatycznej.   

Długotrwały stres, którego powodem jest toksyczna relacja działa destrukcyjnie na organizm. Nasze ciało, które wciąż bombardowane jest ogromną ilością neuroprzekaźników, wpada w sinusoidę – raz jesteśmy na samej górze, by później szybko spaść na dół. Przechodzimy łatwo z euforii do rozpaczy. Każdy żywy organizm dąży do harmonii, a to niemożliwe kiedy szala przechyla się stale z jednej strony na drugą.   

Somatyzacja jest procesem, w którym napięcie nerwowe przekształca się w chorobę somatyczną. Działa na zasadzie schematu: długotrwałe napięcie nerwowe w toksycznym związku -> sygnały alarmowe (palec w ognisku) -> ignorowanie sygnałów -> eskalacja napięcia nerwowego -> choroba. Z tego co zauważyłam u siebie – somatyzacja najczęściej dotyka „najsłabszych ogniw” w naszym organizmie. Jeżeli ktoś ma kłopoty z sercem, stres spowoduje zaostrzenie choroby serca. Jeżeli cierpisz na chorobę skóry (np. łuszczyca) somatyzacja dokona się na poziomie skóry, która będzie sprawiać coraz większe problemy. Tak jak toksyk uczepia się naszych bolących miejsc, tak samo stres lubi uwić sobie gniazdko na organie, który z jakichś przyczyn jest słabszy.

Co ma do tego palec w ognisku? 

Nasz organizm to niezwykle mądra konstrukcja. Wkładając palec w ognisko bardzo szybko do naszego mózgu dociera sygnał, który wywołuje u nas ból. Przesłanie od naszego mózgu jest proste: zabierz ten palec z ognia, bo nam to nie służy. Odruchowo zabieramy palec sycząc z bólu. Dokonując działań auto-destruktywnych (choćby przypadkowo) zawsze od naszego ciała dostajemy sygnał zwrotny, który wyraźnie daje do zrozumienia, że powinniśmy tego zaprzestać. W ten sposób nasze ciało mówi „nie rób tego, bo to dla Ciebie niedobre”.   

Jeżeli trwamy w toksycznej relacji organizm na początku może dawać subtelne sygnały, które tak samo jak bodziec bólowy radzą nam ewakuować się z niej jak najszybciej. Należałoby potraktować je jako flagi alarmowe. Jeżeli będąc w związku (bez żadnej stwierdzonej fizycznie przyczyny) często cierpisz na: 

-bóle głowy;

-ból brzucha;

-mdłości;

-biegunki;

-nerwobóle;

-duszności;

-brak apetytu;

-przyspieszone bicie serca;

-częste infekcje (obniżona odporność);

to zastanów się, czy Twój organizm nie próbuje dać Ci do zrozumienia, że ten związek Wam (czyli Twojemu ciału i Twojej psychice) nie służy. Oczywiście, wszystkie te symptomy nie występują jednocześnie. Każdy z osobna może być objawem silnego napięcia nerwowego.

Pierwszy przypadek somatyzacji pojawił się u mnie dosyć szybko. Podczas pierwszej fazy degradacji mój toksyk zniknął bez śladu. Zmartwienie o niego i stres z którym się zmagałam tak bardzo podniósł mi puls, że straciłam przytomność. Trafiłam do szpitala. Opuściłam oddział ze skierowaniem do kardiologa i receptą na środki uspokajające.   Kolejny przypadek somatyzacji mogę porównać do czary, która wypełniała się kropla po kropli. Każde zmartwienie, każdy stres, wszystkie bilety na karuzelę które dał mi toksyk doprowadziły do ciężkiej depresji, która szybko zamieniła się w silną nerwicę z atakami stanów lękowych. Zwijałam się z bólu brzucha, żołądek odmawiał posłuszeństwa. Na dodatek z nerwów się dusiłam. Ręce drżały bez przerwy. Stałam się wrakiem człowieka. Jak widać toksyk wcale nie musi bić, by skutecznie uszkodzić swoją ofiarę.

Manipulowanie narcyzem, czyli szachy z Kasparowem. Dlaczego nie warto być zołzą.

Data wpisu: 2019-03-05

Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że moja dotychczasowa postawa wobec narcyza nie daje pożądanych efektów zaczęłam tworzyć plan. Chciałam znaleźć sposób, by w naszym związku było lepiej. By narcyz się opamiętał, docenił mnie. Skoro bycie kochaną i bezproblemową kobietką nie dawało rezultatu, to postanowiłam zmienić taktykę. Stałam się chłodna, odrobinę niedostępna. Tak jak radzi poradnik z zołzą w tytule 🙂    

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU  

Codziennie rano wstaję, chociaż czuję, że bez niego moje życie nie ma sensu. Żyję tylko po to, by znów wyjść pobiegać. Zobaczyć czy jest, czy nie ma go w domu. Tyle bym oddała, by znów przytulić się do niego. By wrócił mój dawny ON. Jestem cierpliwa. Z miłością będę czekać, aż poukłada sobie wszystko i wróci.

Wraca po 1.5 miesiąca. Sms od niego: „Cześć, co słychać? Może wyskoczymy na kawę jutro?” Odpisuję: „Chętnie, ale jutro nie mogę. Zaczynam w pracy nowy projekt.”   Wymyśliłam plan.   

* * * * *  

Nadal byłam grzeczna, jedynie bardziej zdystansowana. Ten dystans utrzymywałam przez kilka miesięcy. Pokazywałam mu, że moje życie bez niego jest kompletne, że mam swoje pasje, swoich znajomych. Oczekiwałam zmiany jego podejścia. Tego, że będzie bardziej się starał. Jaki był efekt?   

Przez chwilę się starał. Chwilę – to znaczy mniej więcej tydzień. Później doczekałam się odbicia piłeczki. Narcyz wspaniale mi udowodnił, że on również ma swoje życie i jest beze mnie szczęśliwy. Opowiadał mi o nowopoznanych kobietach, komentując szczegółowo ich niebywałą atrakcyjność.  

Pomyślałam sobie – skoro powiedziałam A, to muszę powiedzieć B. Zagram rolę kobiety z chłodną głową. Udawałam, że te opowieści nie robią na mnie absolutnie żadnego wrażenia. W pewnym momencie nawet zaczęłam go dopingować, by umówił się z jedną kobietą o której wiele mi opowiadał. Po czasie sama nie potrafię w to uwierzyć, ale zagrałam tę rolę perfekcyjnie. Zwierzał mi się telefonicznie, a ja głosem przyjaciółki zadowolonej z jego szczęścia gratulowałam mu i doradzałam. A tak naprawdę w głębi duszy stopniowo umierałam i po każdej takiej rozmowie zanosiłam się szlochem.  

Kiedy jednak relacja narcyza z nową kobietą zaczęła go męczyć, wyszedł z propozycją. Usłyszałam, że bardzo mnie kocha i nie potrafi beze mnie żyć. Podczas trwania jego nowego związku dotarło do niego, ile stracił nie będąc ze mną. Obiecał, że tym razem będzie inaczej. Zrozumiał swój błąd. To ze mną musi być, bo żadna inna kobieta nie potrafi mnie zastąpić.  

Piękne słowa, prawda? A jakie było przełożenie tych słów na rzeczywistość pewnie się domyślasz. Jeżeli nie, to podpowiadam: żadne. Rozpoczął się jedynie kolejny cykl naszej relacji. Miesiąc miodowy, później faza degradacji i destrukcji. Nihil novi.  

Wnioski nasuwają się same. Nie da się manipulować manipulantem. A rady na temat niedostępności są doskonałe na krótką metę. Dlaczego? Bo żaden zdrowy związek nie może się opierać na manipulacji, zwodzeniu i zabawie czyimiś uczuciami. Związek to nie partia szachów. Jeżeli musisz w swojej relacji przyjmować pozę zołzy, to zatracasz prawdziwą siebie. A poza tym, dobrym mężczyzną nie trzeba, a nawet nie powinno się manipulować.  

Oczywiście, należy pamiętać o swoich potrzebach i pasjach. Nie należy natomiast zakładać maski kobiety w stylu cold bitch. Wartościowego mężczyznę może to jedynie zniechęcić. A toksyk owszem, chwilę będzie gonił króliczka. Później jednak króliczek wpadnie we wnyki zastawione przez sprytnego wilka, który sam jest mistrzem tej gry. Mało prawdopodobne, by króliczek wyszedł z tego cało.