Data wpisu: 2019-03-08
Hoovering – pochodzi od angielskiego słowa hoover, czyli odkurzacz. Nazwa tego zjawiska mówi sama za siebie. Narcyz stosujący hoovering za wszelką cenę próbuje wciągnąć swoją ofiarę z powrotem w toksyczną relację.
Z przypadkami hooveringu spotykałam się po każdym etapie destrukcji. Byłam zniechęcona, niepewna mojego toksyka. Podchodziłam do niego z dystansem. Po kilku tygodniach odpoczynku od niego zdawałam sobie sprawę z tego, że bez niego świat się nie kończy. Wtedy pojawiał się znikąd i na nowo próbował mnie zdobyć. Doskonale wyczuwał moją niechęć do dawania mu kolejnej szansy, więc odpalał swój odkurzacz 🙂
Ten proces przypomina mi zawsze pogoń tygrysa za antylopą. Tygrys wkłada całego siebie, angażuje maksymalnie siłę swoich mięśni, by dogonić ofiarę. Robi wszystko, by nie stracić jej z pola widzenia. Kiedy antylopa robi unik, tygrys natychmiast zmienia kierunek biegu, tak by zawsze podążać za nią.
W hooveringu jest analogicznie. Hasłem przewodnim tego procesu jest *Powiem Ci wszystko co chcesz usłyszeć*. (Tylko powiem, ale o tym później). Toksyk będzie podążał krok w krok za naszymi oczekiwaniami.
Rozstaliście się. Między Wami cisza od jakiegoś czasu. Hoovering często zaczyna się bardzo niewinnie. Zazwyczaj od jednej, niezobowiązującej wiadomości od toksyka. Może to być, na przykład „Hej, co u Ciebie?”. Uwierz mi, to wystarczy. Choćbyś zaklinała się na wszelkie świętości, że nigdy nic z nim więcej.
Po jakimś czasie dojdziesz do wniosku, że:
*To niegrzecznie tak milczeć. Przecież tylko zapytał. Tyle nas łączyło. Co mi szkodzi odpisać, to nic nie znaczy. Dojrzali ludzie pozostają w przyjaźni po rozstaniu. To było tak dawno, trzeba wybaczać. Odpiszę, pokażę mu jak doskonale sobie bez niego radzę. / Odpiszę i wyżyję się na nim za to, że mnie tak potraktował.*
Te wszystkie myśli nie pozwolą Ci funkcjonować, dopóki nie odpiszesz. Dlatego jeżeli podejmujesz decyzję o rozstaniu, zastosuj metodę zero kontaktu (więcej na ten temat tutaj: Koniec toksycznego związku. O jedynej (prawie 100%) skutecznej metodzie wyjścia z bagienka – no contact. Zero kontaktu.) Odetnij toksykowi dostęp do siebie.
Zakładamy mało optymistyczną wersję. Odpisujesz równie niezobowiązująco, dajmy na to: ” U mnie ok, co u Ciebie?”.
Co dzieje się dalej? Natychmiast dostajesz odpowiedź w stylu:
„Myślałem o Tobie każdego wieczora.”
„Ostatnio bez przerwy słucham naszej piosenki. Tęsknię, wiesz?”
„Jestem największym idiotą na świecie, bo doprowadziłem do tego, że się rozstaliśmy.”
„Gdybym mógł cofnąć czas…”
„Zrozumiałem jak wiele straciłem…”
„Z nikim nie było mi tak dobrze jak z Tobą…”
„Oddałbym wszystko, by móc znów mieć Ciebie w swoich ramionach”
„Tak bardzo brakuje mi Twoich pocałunków, zapachu Twoich włosów”
„Nie mogę dłużej bez Ciebie żyć”
I mogłabym tak wymieniać bez końca. Sztampowe teksty, które w umyśle ofiary narcystycznej przemocy rosną do rozmiarów wyznania miłosnego godnego szekspirowskiego Romea. Chociaż będzie pisał te kocopoły myśląc jednocześnie o czymś zupełnie innym, oglądając mecz, wypijając czwarte piwo i dyskutując z kolegami o zaliczonych towarach… to Ty i tak w to uwierzysz. Ja też wierzyłam.
Będziesz się opierać. Po wyjściu z toksycznej relacji odzywa się zdrowy rozsądek. Niezduszony toksyną mózg dotlenia się, wraca logiczne myślenie. Zaczynasz okazywać toksykowi brak zainteresowania ponownym wejściem w związek.
Jestem pewna, że widziałaś to kiedyś na dokumencie przyrodniczym. Zbliżenie na oczy antylopy. Zbliżenie na oczy tygrysa. Antylopa widząc drapieżnika zaczyna uciekać w podskokach. Tygrys zrywa się do biegu. I to jest dokładnie ten moment w hooveringu. Toksyk zaczyna pogoń.
Im bardziej będziesz go unikać, tym bardziej będzie za Tobą gonił. Dopóki nie ulegniesz, a wyczuwa w Tobie podatny grunt, nie odpuści. Użyje wszystkich znanych mu sztuczek, byś mu zaufała. Będzie kłamał jak z nut, wymyślał nieskończone bzdety, obiecywał, przysięgał, wyznawał miłość (chociaż nigdy jej nie czuł).
W końcu ulegasz. Tyle usłyszałaś, tyle naobiecywał, tyle się starał. Co dalej? Zaczynamy utwór numer jeden playlisty hit-przebojów. Chwila miesiąca miodowego i wszystko dalej zgodnie z rozkładem. Wszystkie obiecane przez niego podczas hooveringu rzeczy, typu:
– zapiszę się na terapię;
– nigdy więcej nie zapadnę się pod ziemię na tydzień;
– nie będę na ciebie krzyczał;
– nigdy już nie zdradzę;
– nigdy już nie wezmę kredytu bez twojej wiedzy;
– nie będę podrywał twojej siostry;
– nigdy więcej ciebie nie zostawię;
– (tu wpisz obietnicę swojego toksyka)
można włożyć między bajki. Bo mają one dokładnie takie samo przełożenie na rzeczywistość, co bajka o Czerwonym Kapturku.
Obiecał, że coś zrobi? Obiecał. I to powinno wystarczyć, bo dotrzymać obietnicy nie zamierza. Po co się z tego wywiązywać? Słowa wystarczyły żebyś wróciła. Cel został osiągnięty.
Co spowoduje zwrócenie uwagi toksykowi na to, że nie dotrzymał obietnicy?
Bilet na karuzelę 🙂 Z automatu jednym susem znajdujemy się w fazie degradacji / destrukcji. Toksyk puszcza odpowiednio hit-przebój numer dwa, lub trzy – w zależności od tego, w jakiej formie zwróciłaś mu uwagę, lub ile razy to zrobiłaś. W fazie drugiej i trzeciej strach go zapytać, czy zrobić mu kawę, czy herbatę, a co dopiero zaczynać poważniejszą dyskusję. Zatem temat niedotrzymanych obietnic się kończy. Proste i jakie skuteczne. Zaburzony z każdej sytuacji wychodzi obronną ręką.