Więź traumatyczna. O tym jak miłość staje się obsesją. Moja historia.

Data wpisu: 2019-03-04

Im więcej czasu upływa, tym bardziej zacierają się wspomnienia związane z początkami mojego związku. Faza degradacji, która pojawiła się w mojej relacji po raz kolejny, była dla mnie zaskakująca. Nie tylko z powodu dysonansu pomiędzy tym co obiecywał, a tym co się działo. Także dlatego, że pomimo bólu jaki mi zadawał nie potrafiłam od niego odejść. To było dla mnie szokiem. W poprzednich związkach potrafiłam rozmawiać z partnerem o problemach, jeżeli nic się nie zmieniało, to mówiłam „żegnaj” i zaczynałam nowy rozdział. Tutaj to nie było takie proste i kompletnie nie rozumiałam dlaczego.

Często zastanawiałam się co jest ze mną nie tak. Dlaczego nie mogę się uwolnić od niego? Dlaczego poświęcam tyle czasu na myślenie o człowieku, który jasno powiedział mi, że mu na mnie nie zależy? Dlaczego tak okrutnie tęsknię, że mam ochotę płakać z tej tęsknoty? Nie miałam wtedy pojęcia co to Więź traumatyczna., chociaż już boleśnie jej doświadczałam.

Doskonale pamiętam ten piekący ból w klatce piersiowej, za każdym razem kiedy „przypadkiem” mnie obrażał. Pamiętam, jak pogrążałam się w żalu. Te miesiące w fazach degradacji i destrukcji są dla mnie spowite czarną mgłą. Straciłam mnóstwo czasu, który mogłam spożytkować na bycie szczęśliwą. Dawna ja odeszła i przeżywałam żałobę po samej sobie.

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU

Ciężko mi przypomnieć sobie, który to już raz rozstawaliśmy się i schodziliśmy. Pamiętam jedynie, że było lato. Spędzaliśmy je na krótkich wycieczkach krajoznawczych. Ostatnim razem byliśmy w górach. Po powrocie z urlopu każde z nas wróciło do swoich standardowych zajęć. Miesiąc miodowy trwał w najlepsze. Do tego dnia.

[…]

Od rana znów milczenie. Zdążyłam się już nauczyć, że lada moment spadnie mi na głowę topór. Dzwonię i piszę do niego. Nie odbiera telefonu. Na wiadomości odpisuje „tak. lub „nie.” To był dla mnie trudny czas. Miałam spore zawirowania w życiu, potrzebowałam jego obecności. Po kolejnym dniu kiedy mnie unikał nie wytrzymałam. Napisałam do niego sms.

„Czy Tobie w ogóle na mnie zależy?”

Jego odpowiedź była krótka i utrzymana w dawnej konwencji.

„Nie.”

Już nie płakałam. Tak często słyszałam od niego przykre słowa, że kolejne do kolekcji to była dla mnie kaszka z mleczkiem. Postanowiłam, że wezmę się za siebie.

 * * * * *

Od 12 roku życia biegam. Wtedy też postanowiłam, że będę biegać. Podreperuję kondycję, wyszczupleję, zajmę czymś czas i w ten sposób o nim zapomnę. Kupiłam nowe buty, trochę sportowych gadżetów. Wszystko szło dobrze. Prawie.

Dwa razy dziennie biegałam, rano przed pracą i wieczorem. Trasę biegu wyznaczyłam sobie… Obok jego domu. W głębi duszy miałam nadzieję, że zobaczę go na tarasie, w ogrodzie, czy chociaż przez okno. Biegając wieczorami sprawdzałam czy świeci się u niego światło. Wyobrażałam sobie co teraz robi. Tak, wiem, to brzmi jak opowieść zwariowanej stalkerki. Ale na tamtym etapie brakowało mi go tak bardzo, że chciałam go zobaczyć chociaż z daleka. Czuć jego obecność, choćby z odległości kilkadziesięciu metrów.


Jednocześnie miałam w sobie na tyle dużo dumy, by po jego „nie” całkowicie zerwać z nim kontakt. Nie zabiegałam, nie prosiłam, nie pytałam. Milczałam jak grób. Czekałam na jego kolejny powrót. Wiedziałam, że wróci. Zawsze wracał.

Desperacko potrzebowałam jego obecności. Stał się dla mnie narkotykiem. I tak jak alkoholicy często po wyjściu z nałogu próbują pić na sucho (obserwują jak inni spożywają alkohol), tak ja chciałam z bezpiecznej odległości zbliżyć się do obiektu mojego uzależnienia. Chociaż wiedziałam, jak bardzo niszczy mnie ta relacja, nie potrafiłam z niej zrezygnować. Wiązanie traumatyczne to coś więcej niż miłość. To miłość w połączeniu z uzależnieniem fizycznym i psychicznym. Dlatego tak ciężko jest odejść i jednocześnie tak łatwo wpaść w obsesję na punkcie partnera.


Czy cieszyć się z powrotu narcyza? Nowy cykl w toksycznym związku.

Data wpisu: 2019-03-01

Po pierwszym rozstaniu, jak się pewnie domyślasz, wróciłam do narcyza. Oczywiście nie pozwoliłam mu wrócić ot tak. Narcyz zobowiązał się wynagrodzić każdą moją wypłakaną łzę. Jak było w praktyce?   

W praktyce polegało to na tym, że niczego mi nie wynagradzał. Wszelkie jego obietnice poszły w niepamięć, kiedy tylko zgodziłam się na pierwsze po rozstaniu spotkanie. Dostałam 2 miesiące normalnego traktowania. Przez te dwa miesiące na nowo odżyła we mnie nadzieja, że ja i mój toksyk to związek na całe życie. Potraktowałam to rozstanie jako wpadkę. Przecież wrócił. Znów było dobrze. Próbowałam ten fakt puścić w niepamięć. Dlaczego?  

Za każdym razem kiedy dopytywałam go o szczegóły tego rozstania, on reagował nerwowo i co rusz wymyślał nowe wytłumaczenie dla siebie. Wersje przyczyny rozstania zmieniały się z każdą rozmową, usłyszałam na przykład, że:

-nie był pewny tego co czuje do mnie

-nie był pewny co ja czuję do niego

-stwierdził, że na mnie nie zasługuje i powinnam znaleźć sobie kogoś lepszego niż on -miał doła i chciał być sam

-przestraszył się zaangażowania

-zbyt dużo czasu mu poświęcałam -za mało czasu mu poświęcałam

„Nie drąż już tego tematu” 

„Nie wracajmy do tego, przecież mówiłem, że miałem kłopoty w pracy. Jeszcze raz będziesz wspominać o tym, to się rozstaniemy.”  

Z każdą kolejną wersją gubiłam się coraz bardziej. Dopiero pod koniec znajomości dowiedziałam się co było przyczyną rozstań.   Jego poirytowanie wynikało z tego, że prawdopodobnie sam nie pamiętał jaką wersję mi sprzedał. Z każdym kolejnym kłamstwem zapętlał się coraz bardziej, a ja byłam coraz bliżej odkrycia prawdziwej przyczyny.  

Dlaczego groził ponownym rozstaniem, jeśli będę wracać do tematu? Stawiałam go w niezręcznej sytuacji. Próbowałam go kwestionować, a tego narcyz nie znosi. Przy okazji. Jeżeli partner nie daje Ci czasu na to by dojść do siebie, przetrawić emocje związane z rozstaniem i wyjaśnić sytuację do końca, to okazuje Ci w ten sposób brak szacunku. Masz prawo to przeżywać. Masz prawo pytać, jeśli nie jesteś czegoś pewna. Rozmowa to podstawa w związku.

Po dwóch miesiącach spokoju dostałam bilet na karuzelę. Płynnie wskoczyliśmy w fazę degradacji. Dlaczego? Sama nie wiem. Starałam się być idealna, kochająca, wspierająca, bezproblemowa. Po prostu stwierdził, że pora puścić hit-przebój numer dwa i zacząć znów spychać mnie na skraj rozpaczy.  

Kolejny raz nie miałam pojęcia co się dzieje. Pisałam mu: „Czym sobie zasłużyłam na to, że traktujesz mnie tak okrutnie?” Odpisywał: „Niczym. Przepraszam.” A później dalej, jakby nigdy nic krytykował mnie, unikał, nie odbierał telefonu, robił awantury o zachmurzone niebo.  

Momentami czułam się, jakbym była w związku z dwoma bliźniakami. Jeden był do rany przyłóż, a drugi był sadystą i opryskliwym bucem. Próbowałam rozwikłać zagadkę. Szukałam wyjaśnienia jego skrajnych zmian zachowania. Tłumaczyłam je depresją, przepracowaniem, problemami z szefem, problemami rodzinnymi, trudnym dzieciństwem.

Dobrze, że nie ustawałam w szukaniu przyczyny, bo w końcu trafiłam w dziesiątkę. Nie próbowałam go leczyć na siłę. Wiem, że narcystyczne zaburzenie osobowości jest w zasadzie nieuleczalne. Nie tłumaczyłam już go sama przed sobą. Dzięki temu uratowałam siebie.    

Powrót narcyza. Miesiąc miodowy po raz kolejny. 10 powodów, dla których nie warto mu na to pozwolić.

Data wpisu: 2019-03-01

Pamiętasz początki Twojego związku? Te czułe gesty, randki, śniadania podawane do łóżka? Jeśli nie, to nie ma problemu. Toksyk będzie Ci to skutecznie przypominał. Po każdym jego powrocie, przez chwilę będzie prawie tak samo jak było na początku.  

Z każdym kolejnym cyklem zauważałam pewną prawidłowość – miesiąc miodowy coraz bardziej się skracał, za to fazy degradacji i destrukcji wydłużały się. To nie przypadek. Narcyz świadomy tego, że jesteś już przez niego upolowana nie ma potrzeby starać się tak bardzo jak na początku.  

Owszem, będzie miło. Narcyz będzie próbował odpokutować swoje winy. Poświęci Ci sporo uwagi, może uda Ci się nawet usłyszeć kilka komplementów. To wszystko do czasu wręczenia kolejnego biletu na karuzelę.

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU  

2 tygodnie po rozstaniu. Od kilku dni już nie płaczę. Nadal z nadzieją spoglądam na telefon. Staram się nie aktualizować skrzynki mailowej częściej niż 3 razy dziennie, bo z każdą jej aktualizacją cierpię. Czekam, aż kółeczko przestanie się kręcić i… kompletnie nic. Nic nie napisał. Tracę powoli nadzieję. Tylko raz na jakiś czas zastanawiam się co zrobiłam nie tak. I czy jest już szczęśliwy z inną. […] Dźwięk sms. Czytam a moje serce prawie wyrywa się z piersi. „Cześć. Gniewasz się na mnie? Tęsknię za Tobą” 

Tętno mam tak wysokie, że czuję pulsowanie tętnicy na szyi. Ledwo powstrzymuję się by nie krzyczeć ze szczęścia. Wrócił.    

* * * * *   

To był pierwszy jego powrót. Zastanawiam się często co bym zrobiła, gdybym na tamtym etapie wiedziała co mnie czeka dalej? Czy pozwoliłabym mu wrócić i skrzywdzić mnie jeszcze bardziej? Możliwe, że tak. W tamtym momencie byłam tak szczęśliwa, jakby ktoś poinformował mnie o wygranej w loterii. W sumie można to i w ten sposób interpretować. Wygrałam 2 miesiące miodowe w pakiecie z dwoma miesiącami terroru.   

Może jesteś teraz na tym etapie. Może zastanawiasz się czy przyjąć swojego toksyka z powrotem. Nie zdecyduję za Ciebie, chcę tylko byś podczas podejmowania decyzji pamiętała o tym, że:

1. Z każdym powrotem toksyk przesuwa Twoje granice. Mam tu na myśli granice bólu psychicznego, który jesteś w stanie znieść. Jeżeli ciężko przeżyłaś przemoc emocjonalną w fazie degradacji i destrukcji to spodziewaj się, że tym razem będzie jeszcze gorzej. Przemoc eskaluje;   

2. W każdym kolejnym cyklu miesiąc miodowy jest krótszy, a faza degradacji i destrukcji wydłużają się;   

3. Kochanej osoby się nie krzywdzi. Jeżeli mężczyzna stosuje wobec Ciebie przemoc emocjonalną, czy fizyczną, to niezależnie od tego co mówi po prostu nie kocha Cię;   

4. Narcyz nigdy się nie zmieni. Nigdy nie doczekasz momentu, kiedy Wasz związek będzie w fazie miesiąca miodowego przez cały czas;   

5. Kiedy pozwalasz mu wrócić, tracisz w jego oczach szacunek (Mój narcyz z ogromnym sentymentem wspominał jedną kobietę. Była to jedyna kobieta w jego życiu, która go rzuciła. Narcyz szanuje jedynie to, co dla niego nieosiągalne.)   

6. Jeżeli obiecywałaś sobie, że już nigdy więcej nie dasz się w to wciągnąć, a teraz ulegniesz, to stracisz coś niesamowicie ważnego – szacunek do siebie samej. Szukanie szacunku do siebie samej to najtrudniejszy etap podczas wychodzenia z toksycznego związku, wiem co mówię. Im więcej razy sama siebie zawiedziesz, tym ciężej będzie Ci później sobie zaufać.

7. Jeśli od jakiegoś czasu myślisz o tym by odejść od narcyza, to faza degradacji/destrukcji to najlepszy moment. Jeżeli pozwolisz mu wrócić, to podczas miesiąca miodowego nie dasz rady od niego odejść;   

8. Każdy kolejny bilet na karuzelę, każda kolejna chemiczna huśtawka wpędza Cię w coraz większe uzależnienie od niego, tym samym daje mu większą władzę nad Tobą.   

9Miesiąc miodowy bardzo szybko się skończy. Za kilka tygodni wszystko wróci do starego porządku. Znów będziesz słuchać jaka jesteś niedoskonała. Znów zaczną się kłamstwa, lawirowanie i unikanie. Znów zostaniesz sama ze swoim bólem, który narcyz będzie jedynie potęgował.   

10. Ostatnie i najważniejsze. Kim on do cholery jest, że pozwalasz mu się traktować w ten sposób? Miarą człowieka jest jego szacunek do innych. Jeżeli krzywdzi osobę, która oddała mu całe serce, to jak można go nazwać?  

Przemyśl to. Nigdy nie jest za późno, by pozbierać się z kawałków. Piszę ten poradnik także dla siebie samej. Na wypadek gdyby mojemu narcyzowi znów udało się do mnie dostać.    

Etap trzeci – faza destrukcji. Dlaczego faza nasilonej przemocy może stać się błogosławieństwem?

Data wpisu: 2019-03-01

Najbardziej traumatyczną fazą w moim toksycznym związku była faza destrukcji. Nie bez powodu nadałam jej taką nazwę. Wszystko co do tej pory zdołałam stworzyć w związku (nieprzypadkowo liczba pojedyncza!), podczas fazy destrukcji szło na marnę.   

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU  

Po paru tygodniach wysłuchiwania rad, pouczeń i zastrzeżeń co do mojego zachowania w końcu wszystko się uspokoiło. Poszliśmy na randkę, objął mnie czule. „Nie zostawisz mnie, prawda? Obiecaj skarbie, że nigdy mnie nie zostawisz” Serwuje mi błagalne spojrzenie spaniela. Wydaje mi się w tym momencie taki bezradny. Patrzę w jego duże oczy, kładę rękę na jego twarzy i mówię szeptem. „Obiecuję. Nie zostawię ciebie nigdy. Tak bardzo cię kocham.” […]

Poranek dnia następnego. Budzik wyrywa mnie ze snu, staję na równe nogi. Sms od niego: „Przepraszam Cię, to nie Twoja wina. Nie możemy być razem. Dziękuję za wspólnie spędzony czas.” Czytając to czuję ścisk w gardle i łzy natychmiast cisną mi się do oczu. Nie mogę uwierzyć, że to prawda.   

 * * * * *

Faza destrukcji przychodziła w mojej relacji z narcyzem średnio raz na pół roku. Czasem był to odstęp 3 miesięcy, raz 8 miesięcy. W związku z tym, że moim bolącym miejscem była samotność, to w fazie destrukcji narcyz używał głównie tej broni. Zostawiał mnie po prostu z dnia na dzień. Jednak robił coś bardzo charakterystycznego –  zostawiał sobie otwartą furtkę, dającą możliwość powrotu. Jak sam mówił: „Nie pali się mostów”.  

Na początku byłam zdruzgotana. Przecież dałam z siebie wszystko, widział jak bardzo mi na nim zależało. Wszystkie plany jakie czyniliśmy na przyszłość obracały się w pył. Zostawałam sama.  

Obsesyjnie sprawdzałam telefon czy nie dzwonił, nie pisał. Na każdy dźwięk telefonu stawało mi serce, bo może to właśnie on, przemyślał wszystko i dzwoni, chce spróbować raz jeszcze. Moje wiadomości do niego pozostawały bez żadnej odpowiedzi.   

Jak się okazało, moje przeczucie co do tego, że będzie chciał wrócić okazało się trafne. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że nasza relacja będzie się opierać na ciągłych rozstaniach i powrotach.  

Toksyk w fazie destrukcji będzie: 

-kontynuował przemoc emocjonalną z fazy degradacji ze zdwojoną siłą -notorycznie uderzał w bolące miejsca (więcej o bolących miejscach tutaj Powiedz mi co Cię boli, a będę wiedział w co uderzyć. O tym jak plaster zrywa się razem ze skórą. ) 

-prowokował i obrażał

-karał milczeniem

-porzucał z dnia na dzień

Może dojść także do aktów przemocy fizycznej (szarpanie, rękoczyny).   

Czego się spodziewać po fazie destrukcji? Toksyka na kolanach z bukietem w rękach. Przepraszającego i zaklinającego się na wszelkie świętości, że to już ostatni raz. Jeżeli teraz mu wybaczysz zaczniesz cały cykl na nowo. 

Porzuć marzenia o tym, że on się zmieni. On nigdy się nie zmieni, a jego przemocowe zachowania staną się jeszcze bardziej brutalne. Ratuj się, póki możesz.   

Faza destrukcji może być błogosławieństwem. Jeżeli od jakiegoś czasu myślisz o tym, by na dobre odejść od narcyza, faza destrukcji to najlepszy moment. Wykorzystaj ten czas, rany które Ci zadał są jeszcze świeże. Pielęgnuj je, to pomoże Ci odejść. Przypominaj sobie o bólu jaki Ci zadał. Na bólu zbuduj swoją siłę, bo teraz nic poza bólem pod ręką nie masz. Wspomnij wszystkie sytuacje kiedy płakałaś przez niego. Wracaj do tych negatywnych stanów, wykrzycz jak bardzo go nienawidzisz. W tym gniewie podejmij decyzję – od dzisiaj narcyz dla Ciebie nie istnieje.  

Czas na gojenie zadanych przez niego ran przyjdzie później. Wtedy, kiedy zbudujesz siebie na tyle silną, by odpierać jego ataki. Teraz strzel focha jak prawdziwa dama. Zablokuj go wszędzie gdzie się da. Zastosuj zasadę zero kontaktu (więcej tutaj: Koniec toksycznego związku. O jedynej (prawie 100%) skutecznej metodzie wyjścia z bagienka – no contact. Zero kontaktu. ). Jeżeli zostawił Ciebie z dnia na dzień, tym lepiej! Powiem Ci jedną rzecz w sekrecie. Jak myślisz, co robi narcyz kiedy dla Ciebie jest niedostępny? Podpowiem: zajęty jest inną kobietą. Zablokuj go, bądź silna, bo będzie starał się wrócić ( więcej na ten temat tutaj: Efekt bumerangu. Dlaczego toksyk wraca? ). Pokaż, że nie ma dokąd, bo nie pozwolisz krzywdzić się nigdy więcej.     

Patologiczny afekt. Jak Twoje nieszczęście staje się przyczynkiem do awantury.

Data wpisu: 2019-02-28

Nieobliczalność narcyza najbardziej widoczna jest w fazie degradacji oraz w fazie destrukcji. Wtedy narcyz pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Reakcje mojego narcyza niejednokrotnie mnie zadziwiały. Czasem wręcz się go bałam. 

HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 1

Tego dnia jechałam do pracy autobusem. Kasowałam bilet, kierowca gwałtownie zahamował. Upadłam tak niefortunnie, że złamałam sobie rękę. Karetką pogotowia odtransportowano mnie do szpitala. Po założeniu gipsu dzwonię do narcyza. Opowiadam mu o całej sytuacji. Jego reakcja powoduje u mnie szok.

„Jak to masz rękę w gipsie? To nie wiesz, że jak autobus rusza to należy się czegoś trzymać?! To żałosne… Rozumiem, żeby nierozumnemu dziecku coś takiego się przytrafiło, ale trzydziestolatce?! Nie przyjadę po ciebie do szpitala. Dzwoń po taksówkę, radź sobie. Jestem w pracy, nie mogę rozmawiać. Cześć”

Rozłączył się. Siedzę jakiś czas na szpitalnej poczekalni z otwartymi ze zdziwienia ustami.

 * * * * * 

 *PATOLOGICZNY AFEKT* silna reakcja emocjonalna na wydarzenie, kompletnie nieadekwatna do przyczyny. Wybuch złości, agresji w momencie kiedy sytuacja nie powinna powodować takiej reakcji.

Na początku zaczęłam się wstydzić. Bo przecież miał rację, każdy wie, że należy się trzymać. Ale ja nie zdążyłam niczego się złapać. To był ułamek sekundy. Po prostu miałam pecha. Ta rozmowa miała miejsce pod koniec naszej znajomości. Wtedy wiedziałam już Z KIM mam do czynienia. Mój wypadek miał miejsce podczas trwania fazy degradacji. Po poinformowaniu go o tym wydarzeniu dostałam bilet na karuzelę i trafiłam do fazy destrukcji.  Przez miesiąc nie dawał znaku życia, ja nawet nie zabiegałam o kontakt. Czułam się urażona tym jak mnie potraktował. Nabierałam coraz większego przekonania, że najlepszym wyjściem jest rozstanie z nim na dobre.

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 2

Siedzę na kanapie owinięta kocem. W dłoni kubek z gorącą herbatą. Narcyz wraca z pracy.

-Cześć. Ubieraj się, bo za 30 minut wychodzimy.

-Kochanie, rano pisałam Ci, że dziś nie dam rady wyjść. Grypa totalnie mnie rozłożyła, cały czas mam wysoką gorączkę.

-Przecież od tygodnia byliśmy umówieni, że dzisiaj z Anką i Grześkiem idziemy na basen!

-Nie jestem w stanie, przed chwilą mierzyłam temperaturę, mam ponad 40 stopni.

-Znalazła się księżniczka na ziarnku grochu! Wszystkie plany niweczysz!

Następuje 20 minutowa tyrrada o tym jak jestem beznadziejna. Ostatecznie narcyz idzie na spotkanie sam, ja zostaję w domu trzęsąc się z zimna pod kocem.

 * * * * *

Sytuacje kiedy to narcyz wybuchał w najmniej spodziewanym momencie mogłabym mnożyć bez końca. Potrafił rozpętać awanturę o to, że mam buty na obcasie i nie nadążam za nim biec na spacerze(!) (specjalnie narzucał tempo szybsze niż zwykle). O to, że wizytę u dentysty umówiłam tego dnia, kiedy on zaplanował wyjście na zakupy (tak, musiałam przełożyć wizytę, poległam. Chodziło oczywiście o zakupy spożywcze). Oberwało mi się nawet za okres i bóle menstruacyjne. 

W idealnym świecie narcyza nie ma miejsca na chorobę. Partnerka z ręką w gipsie, albo z czerwonym od kataru nosem nie jest idealna. Każdy z nieszczęśliwych przypadków przenosił mnie do fazy 2 lub 3. Zawsze. W chwilach, kiedy najbardziej go potrzebowałam zawsze zachowywał się najgorzej. Teraz mam żal do siebie, że tak długo to bagatelizowałam. Przy narcyzie nie można zaznać czym jest miłość. Nie można liczyć na wsparcie. Kiedy jesteś słaba, to nie jesteś idealna i nie pasujesz do jego idealnego świata.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny powód dla którego narcyz to robi. Podczas gdy Ty masz gorszy czas, potrzebujesz opieki i atencji, wtedy narcyz schodzi na drugi plan. Nie może się z tym pogodzić. Przecież on, Pan Ideany Narcyz zawsze musi być na pierwszym miejscu, a oczy wszystkich winne być skierowane wyłącznie na niego. To godzi w jego ego i burzy jego zaburzony obraz rzeczywistości.



Projektowanie plastusia. O tym, jak rezygnujemy z prawdziwej siebie w imię toksycznej miłości.

Data wpisu: 2019-02-28

Czym jest miłość? Czy to nieustająca jednostronna walka o związek? Czy to znoszenie obelg, kłamstw, manipulacji? Czy to wyrzekanie się prawa do bycia sobą na rzecz drugiego człowieka?  

Będąc w toksycznym związku uświadomiłam sobie, jak bardzo potrafię być elastyczna. Robiłam wszystko by dostosować się do zachcianek mojego narcyza. Wiedziałam, że każde moje veto zostanie podniesione do rangi katastrofy.   

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU  

Słoneczny letni dzień. Siedzę na brzegu rzeki wtulona w jego ramię. „Nie mogę uwierzyć w to jaki jestem z tobą szczęśliwy. Tyle razy próbowałem ułożyć sobie życie. Za każdym razem spotykałem kobiety, które nie szanowały mojej przestrzeni. Kochały za bardzo. Wiem, że Ty mnie nie pokochasz za bardzo. Prawda? Nie będziesz mnie ograniczać.”

 * * * * *

*PROJEKTOWANIE PLASTUSIA* w rękach narcyza jesteśmy kawałkiem plasteliny. Toksyk próbuje ulepić z niego swoją idealną partnerkę. Za pomocą komunikatów wprost, lub dewaluacji poprzednich partnerek próbuje narzucić swoją wizję wymarzonej kobiety, do której podświadomie i świadomie próbujesz się dostosować.  

Narcyz w swoim idealnym świecie szuka idealnej partnerki. Niestety jest z góry skazany na niepowodzenie – bo nikt na świecie idealny nie jest. Narcyz podejmuje wysiłek, próbuje Cię nakierować, podpowiadać jaka powinnaś być. Jest tylko jedno ale:  jego wizja partnerki idealnej jest bardzo mglista. Innymi słowy –  narcyz sam nie wie czego dokładnie chce. Nie potrafi zdefiniować tego, co uważa za idealne. I choćbyś była giętka jak rozgotowany makaron i zbliżyła się do narcystycznego ideału, toksyk zawsze znajdzie coś, co będzie mu w Tobie przeszkadzać. Tak, to absurd. To jak bieg z raz po raz wyznaczanym innym miejscem mety. Zanim do tej mety dobiegniesz wyzioniesz ducha.

Na próbach dostosowania się do wygórowanych oczekiwań narcyza traci głównie nasze ego. Drastycznie spada nasza samoocena. Bo jak to, tyle się nastarałam  zgodnie z wytycznymi i nadal jest ze mną coś nie tak? To niestety smutna rzeczywistość. Dla toksyka zawsze Twoje starania będą niewystarczające. Możesz stawać na rzęsach, a i tak mu nie dogodzisz. Nie przejmuj się tym. To z nim jest coś nie tak. Choćby stanęła przed nim młoda Jessica Alba odstawiona przez najlepszych stylistów i spełniałaby wszystkie jego wytyczne dotyczące cech charakteru, to i tak znalazłby całą listę jej niedoskonałości 🙂

Taki jest po prostu narcyz.   Zamiast zastanawiać się co zrobić, by narcyz był w końcu z Ciebie zadowolony (to jak już  ustaliłyśmy niemożliwe) pomyśl o sobie. Kim chciałaś być jako mała dziewczynka? Czy pomyślałaś sobie wtedy: *Kiedy dorosnę chcę zostać kawałkiem plasteliny, z którego toksyk ulepi plastusia*?  

Stać nas zdecydowanie na więcej niż ciągłe dostosowywanie się do kreacji zaburzonego umysłu. Tylko w byciu sobą możesz być idealna.

Narcystyczna manipulacja. Konfrontacja narcyza z rzeczywistością. Jego techniki unikania prawdy i dlaczego nie warto tego robić.

Data wpisu: 2019-02-28 

Kiedy odkryłam co tak naprawdę jest przyczyną wszystkich burz w moim związku, miałam ochotę od razu poinformować o tym mojego narcyza. 

Chciałam pokazać mu wszystkie historie kobiet uwikłanych w toksyczne związki z narcyzami. Chciałam pokazać mu symptomy, po których można zdiagnozować jego zaburzenie i punkt po punkcie podając przykłady z naszego życia je omówić. Po głębszym przemyśleniu sprawy uznałam, że jednak nie warto tego robić. Dlaczego?

*****

  HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 1  

Rozmowa po jego dwudniowej nieobecności, unikaniu mnie i nieodbieraniu telefonu. Próbuję mu wyjaśnić jak się czułam.

„Przeżyłam koszmar kiedy ciebie nie było. Tak bardzo się o ciebie martwiłam. W myślach pojawiał się najczarniejszy scenariusz, tak bardzo się bałam. Proszę, nie rób mi tego więcej.” Po tych słowach narcyz staje się widocznie zdenerwowany.  „Wiesz co? Mi się wydaje, że ty jesteś po prostu przewrażliwiona. Niepotrzebnie bierzesz tak wszystko do siebie. Coś złego mi się stało przez te dwa dni? Ktoś mnie pobił, zabił, porwali mnie terroryści? Po co tak panikujesz?!” 

* * * * *

*ODWRACANIE KOTA OGONEM POZIOM SOFT*, czyli nasz problem to Twój problem. Twoja imaginacja. A przyczyną zawsze jest to, że jesteś przewrażliwiona, niedojrzała, niecierpliwa i na dodatek panikara. Nie ważne, że to on znika bez wieści. To nie jest problem. Problemem jest to, że to zniknięcie tak wyolbrzymiasz. Przesłanie jest proste: Ja się nie zmienię. Jeśli chcesz by, problem zniknął – zmień się Ty.  

Po takich słowach, wysoko empatyczna ofiara narcystycznej przemocy zawsze zaczyna szukać winy w sobie. *Może faktycznie przesadzam? Jest dorosły, nie powinnam tak panikować.* Dokładnie tak samo robiłam. Narcyz triumfuje, bo udaje mu się wmówić  Tobie Twoją niedoskonałość. Nie tędy droga.  

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 2  

Jemy przygotowaną przeze mnie kolację. Przerywa nam dźwięk komunikatora w telefonie narcyza. Rzucam okiem, wyświetla się początek wiadomości. ”:* byłam bardzo…” Biorę jego telefon do ręki, narcyz wyrywa mi go.

Zostaw mój telefon! 

Kto napisał wiadomość? 

Co Ty wygadujesz?! Przecież to tylko powiadomienie! Nikt do mnie nie pisze! Czy ja sprawdzam twój telefon? 

Do mnie nikt nie wypisuje, a mój telefon leży cały czas na widoku. Pin blokady znasz, proszę sprawdź, przeszukaj, nie mam niczego do ukrycia. Podaję mu do ręki swój telefon.

Nie będę niczego przeszukiwać! Nie jestem nawiedzonym wariatem w przeciwieństwie do niektórych! Poza tym… jak śmiesz. Jak śmiesz mnie oskarżać! Uważasz, że kłamię? Że jestem oszustem?! No bardzo mi miło! 

Nie kochanie, to nie tak. Nie uważam, że jesteś oszustem. Przepraszam. Nie to miałam na myśli… po prostu zaniepokoiłam się. 

* * * * *

*ODWRACANIE KOTA OGONEM POZIOM MEDIUM* narcyz tak manipuluje sytuacją, by to on rozmowę prowadził z poziomu ofiary. W rzeczywistej ofierze całej sytuacji wzbudza nieuzasadnione poczucie winy. Ofiara zaczyna przepraszać.

*****

 HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 3  

Końcówka znajomości. Mówię narcyzowi o swoim odkryciu. 

-Widziałam Cię z Izą w restauracji dokładnie wtedy, kiedy miałeś być w delegacji. To moja znajoma ze szkoły średniej. Spotkałam się z nią. 
Powiedziała mi, że poznaliście się na portalu randkowym. Znalazłam tam profil z Twoim zdjęciem.

-Jesteś chora! To niemożliwe! Nie mam żadnego profilu na żadnym portalu randkowym.

-Masz profil ze swoim zdjęciem, mogę ci go pokazać.

-Nigdzie się nie logowałem, widocznie ktoś ukradł moje zdjęcia. A tak w ogóle, to po prostu przyznaj się, że sama jesteś tam zalogowana! Masz tam profil i przypadkiem na to wpadłaś. Sama mnie zdradzasz a udajesz pokrzywdzoną!

-Nie! Nie zdradzam cię, proszę nie mów tak.

-Bo uwierzę! Nie spodziewałem się tego po tobie! Jak możesz! Po tym wszystkim co razem przeżyliśmy randkujesz z innymi! 

Tłumaczę się dobrą godzinę, że nie mam żadnego profilu i to nie ja zdradzam.    

* * * * *

*ODWRACANIE KOTA OGONEM POZIOM HARD* narcyz stawia się w roli pokrzywdzonego i rzucając oskarżenia próbuje zmusić ofiarę do tłumaczenia się z absurdalnych zarzutów. Odwraca tym uwagę ofiary od prawdziwej istoty problemu.

  Wszystkie te metody z cyklu *ODWRACANIE KOTA OGONEM* to manipulacja. Narcyz potrafi każdą Twoją uwagę na temat jego zachowania obrócić przeciwko Tobie.

Dlaczego nie należy konfrontować narcyza z prawdą o nim samym? 

Z dwóch powodów.  Narcyz jako wprawny manipulator udowodni Ci, że to Ty masz problem. Zarzuci Ci:

-wyolbrzymianie;

-głupie zainteresowania („Czytasz jakieś psychologiczne bzdury pisane przez kretynów. Głupiejesz przez to”) 

-brak obiektywizmu („Fakt, pokłóciliśmy się. Bez sensu szukasz dziury w całym. Przecież wszyscy się kłócą„)

-przewrażliwienie („Nic wielkiego się nie dzieje, jak zwykle robisz z igły widły„)

-chorobę psychiczną („Szukasz teorii spiskowych. Może to ciebie powinien obejrzeć specjalista?„)

-wiele innych  

Po skonfrontowaniu narcyza z prawdą o jego zaburzeniu, wszystko będzie się działo zgodnie z dewizą *odwracania kota ogonem poziom soft*, czyli: nasz problem to Twój problem.  

Drugą bardzo istotną sprawą przy konfrontowaniu narcyza z rzeczywistością jest automatyczne wręczenie „biletu na karuzelę”, czyli z miejsca przeskakujesz do kolejnego etapu toksycznego związku. Jeśli jesteście w fazie miesiąca miodowego znajdziesz się w fazie degradacji. Jeżeli jesteś w fazie degradacji, natychmiast zostajesz przeniesiona do fazy destrukcji. Niestety z fazy destrukcji nie przeniesie nas do fazy miesiąca miodowego. Spowoduje jedynie eskalację destrukcyjnych działań narcyza. Więcej na ten temat tutaj Fazy (etapy) i cykle toksycznego związku. Playlista hit-przebojów i bilet na karuzelę.  

Nie warto ryzykować. Racja zawsze musi być po stronie narcyza. Jeżeli zakwestionujesz jego osobę, narcyz dobitnie pokaże Ci, że nie powinnaś była tego robić. Nie licz na to, że wypowiedź wybitnego medycznego autorytetu dotrze do narcyza. Dla narcyza autorytety nie istnieją, bo on sam jest jedynym autorytetem i to w każdej dziedzinie. Dlatego też niewielu psychoterapeutów podejmuje się terapii narcyza. Sprawność jego manipulacji zadziwia nawet psychologów. Nawet specjaliście narcyz potrafi wmówić, że to on ma rację, a psycholog sam powinien skorzystać z terapii.    

Degradacja – faza numer dwa. Jak z księżniczki stajesz się upiorem.

Data wpisu: 2019-02-28

Faza degradacji w relacji toksycznej jest stałym punktem programu. Ma na celu wywołanie w ofierze wewnętrznego chaosu, uruchomienie chemicznej huśtawki i tym samym stworzenie silnej więzi traumatycznej.   

Długość trwania fazy degradacji podobnie jak i pozostałych etapów nie jest w żaden sposób określona. Czy można jej w jakiś sposób uniknąć? Nie. Jedynym skutecznym sposobem uniknięcia fazy degradacji jest zakończenie toksycznego związku.

*****

 HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 1  

Siedzę przy biurku. Od pracy odrywa mnie dźwięk przychodzącego smsa. Automatycznie się uśmiecham. Po przeczytaniu wiadomości jednak uśmiech znika. „Właśnie kolega mi powiedział, że kobiety z dużym nosem są świetne w łóżku. Od razu pomyślałem o Tobie haha” 

W jednej chwili czuję jak oblewa mnie zimny pot. Policzki pieką żywym ogniem. Jak on mógł napisać coś takiego? Kompletnie nie wiem co mu odpisać. Zbieram się w sobie i odpisuję: „Miło, że uważasz mnie za dobrą kochankę. A na operację plastyczną nosa od paru miesięcy odkładam gotówkę.” Żadnych uśmiechów, buziaków ani innych emotikonek. Musiał wyczuć, że nie spodobała mi się jego wiadomość, bo po chwili odpisuje: „Przestań, nie bądź taką sztywniarą. Żartuję tylko :)”

 To wcale nie łagodzi mojego smutku. Cały wieczór spędzam przed lustrem oglądając swój nos z każdej strony.    

* * * * *  

W fazie degradacji dostajemy od toksyka często porcję bólu opakowaną w papierek po cukierku. Tak jak w moim przypadku – w żartach, ale szpila została boleśnie wbita. Moje kompleksy odżyły. Na spotkaniach z nim starałam się nie stawać do niego bokiem, bo z profilu mój nos wygląda jeszcze gorzej. Zaczęłam pytać znajomych, czy nie znają dobrego chirurga plastycznego. Jednym słowem ześwirowałam, a moja samoocena spadła do zera.   

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 2  

Urlop. Wstaję o 10. Z przyzwyczajenia pierwszą rzeczą jaką robię jest sprawdzenie telefonu. Uwielbiam poranne czytanie wiadomości od niego, dodaje mi to sił na cały dzień. […] Żadnej wiadomości. Jestem zdezorientowana. Zwykle czekało na mnie klika smsów. Wyłączam i włączam telefon. Może coś z siecią? Dzwonię do mamy. Jest sygnał, więc mam zasięg. Może coś mu się stało? Przecież dziś miał do pracy na 7, jestem pewna, że już nie śpi. Dzwonię do niego – kilka sygnałów i odpowiada poczta głosowa. Trzęsą mi się ręce. Pełna lęku piszę do niego smsa: „Wszystko ok kochanie? Martwi mnie ta cisza” 

Odpowiedź na sms dostaję 2 dni później. Przez ten czas zdążyłam wylądować w szpitalu – utrata przytomności spowodowana silnym stresem. […]

Dzwonię do niego, płacząc mówię jak bardzo się o niego martwiłam. W jego głosie słychać poirytowanie. Naprawdę jest wkurzony. Bagatelizuje całą sytuację. „Panikara jesteś! Co mi się mogło stać? Przecież jestem dorosły, radzę sobie. Po co te nerwy? Ogarnij się.” 

* * * * *  

Należy to powiedzieć głośno: karanie ciszą to jedna z najbardziej sadystycznych praktyk stosowanych przez toksyków. W ofierze tej formy przemocy emocjonalnej pojawia się dezorientacja, lęk, rozpacz. Do tej mieszanki należy dołączyć bezsilność, bo często telefon jest wyłączony, a jego bliscy nie mają pojęcia gdzie jest.

„On tak czasem ma. Na pewno wróci, nie martw się” to ŻADNE POCIESZENIE. W moim przypadku napięcie nerwowe doszło do etapu somatyzacji. Tutaj więcej: Somatyzacja i palec w ognisku. Jakie choroby powoduje toksyczna relacja. Flagi alarmowe.

Po toksyku w fazie degradacji można spodziewać się: 

-krytykowania wyglądu, gustu, zachowania, stylu ubierania, sposobu wysławiania i poruszania się… i w zasadzie krytykowania wszystkiego co partnerki bezpośrednio dotyczy

-poruszania tematów Twoich kompleksów i uderzania w bolące miejsca – często w żartach lub w zawoalowanej formie

-unikania, np. przekładanie spotkań, nieodbieranie telefonu, znaczne ograniczenie kontaktu do karania ciszą włącznie

-ostentacyjnych zachowań dających do zrozumienia, że narcyz partnerkę i potrzeby partnerki ma głęboko w… tyle, np. kiedy partnerka chce porozmawiać narcyz zakłada słuchawki na uszy, albo wychodzi z pokoju kiedy ona mu o czymś opowiada

-manipulacja informacją, tak by to partnerka czuła się winna za zły czas w związku i zły humor toksyka, np. „Gdybyś nie była taka (tu pada przymiotnik)… to byłoby/byłbym…” 

-odpowiedzi na nasze pytania stają się, delikatnie mówiąc, nieuprzejme do tego stopnia, że strach się do niego odezwać

-częstych porównań do innych kobiet. Obowiązkowo partnerka na tle innej musi wypaść blado

-wprowadzenia poczucia zagrożenia, np. flirt z kelnerką na naszych oczach, oglądanie się za innymi kobietami na ulicy i komentowanie ich wdzięków (pod nosem, ale partnerka i tak wszystko dokładnie słyszy)

-rozmowa zaczyna przypominać stąpanie po kruchym lodzie, nigdy nie wiadomo co może go rozzłościć

-obarczania partnerki odpowiedzialnością za wszelkie swoje niepowodzenia, np. „Gdybyś kupiła wczoraj müesli, to nie musiałbym iść rano do sklepu, nie spóźniłbym się do pracy i poszedłbym poprosić o podwyżkę”  

Można wymieniać bez końca. Na tym etapie po narcyzie niczego dobrego spodziewać się nie można.  

Ważna uwaga. Toksyk na zewnątrz, w towarzystwie innych nigdy nie pokaże, że między nim a partnerką dzieje się źle. Wśród znajomych, na imprezie cały czas będzie partnerkę obejmował, trzymał za rękę i zwracał się do niej per„skarbie”. Później oboje wracają do domu, toksyk zamyka się sam w pokoju, a partnerka czuje wszechogarniającą pustkę. Hit-przebój numer 2 gra dalej.

Co ma to na celu? 

Kto uwierzy kobiecie, która mówi, że była wobec niej stosowana przemoc, jeżeli wszyscy znajomi widzieli jak mężczyzna czule ją traktuje i słodko do niej przemawia? To taktyka dająca toksykowi alibi. Kolejna z jego licznych manipulacji. Dla narcyza niesamowicie istotne jest to jak widzą go inni. Mężczyzna źle odnoszący się do kobiety nie jest dobrze postrzegany w społeczeństwie. Narcyz zbyt długo pracował na swój wizerunek, by popsuć go jakąkolwiek wpadką. Z resztą, wpadka w idealnym świecie narcyza? To niemożliwe.  

Na szczęście faza degradacji jest przejściowa. Czego spodziewać się dalej? Możliwości są dwie. Albo kolejna będzie faza destrukcji (czyli będzie jeszcze gorzej i przemoc eskaluje), albo burza przebrzmi i zacznie się faza miesiąca miodowego. Nie zachęcam do tego, żeby zaciskać zęby i czekać na lepszy czas. Pomyśl o sobie. Zacznij już teraz szukać w sobie siły, by móc zacząć żyć normalnie.

Fazy (etapy) i cykle toksycznego związku. Playlista hit-przebojów i bilet na karuzelę.

Data wpisu: 2019-02-27 

Na ten temat powstało wiele publikacji, natomiast nie wszystkie są ze sobą spójne. Jedni twierdzą, że jest tych faz 5, jeszcze inni wyróżniają 2 fazy. W moim związku pojawiały się 3 fazy.

1. Miesiąc miodowy

2. Faza degradacji

3. Faza destrukcji

Wszystkie te etapy przewijały się jak piosenki na ustawionej playliście, kolejno jedna po drugiejWszystkie trzy razem wzięte nazywam cyklem. Jeden cykl się kończy – następuje faza destrukcji (czasem kończy się na fazie degradacji). Za jakiś czas od fazy miesiąca miodowego zaczyna się nowy cykl.

Faza miesiąca miodowego i faza degradacji przewijały się w mojej relacji non stop. Natomiast faza destrukcji była „królikiem z kapelusza” wyciąganym mniej więcej co 2-3 cykl. Efekt był taki, że rozstanie następowało średnio co 3 do 8 miesięcy.

Długość poszczególnych etapów nie ma konkretnie określonych granic czasowych. Pierwszy miesiąc miodowy trwał w moim związku około pół roku. Pierwsza faza degradacji niecały tydzień, a później nastąpiła faza destrukcji trwająca 2 tygodnie. Następnie kolejny cykl -miesiąc miodowy trwający 2 miesiące, dwumiesięczna faza degradacji i kolejny miesiąc miodowy. Jak widać nie ma na to reguły. Od czego to może zależeć? Na pewno nie od nas samych (sprawdzone info!). Możemy być słodkie jak cukierek, ale playlista gra dalej te same hit-przeboje i kiedy narcyz uznaje, że pora zafundować nam „bilet na karuzelę” to po prostu to robi.

Miesiąca miodowego nie da się wydłużyć, za to w banalnie prosty sposób można przyspieszyć fazę degradacji i destrukcji. Wystarczy skonfrontować narcyza z prawdą o nim samym i zakwestionować jego boskość. Wtedy robimy wielkie HOP i znajdujemy się natychmiast w fazie degradacji. A jeżeli zakwestionujemy jego boskość w fazie degradacji, to jak grom z jasnego nieba spada na nas faza destrukcji.

Na czym polegają poszczególne etapy?

1. Etap pierwszy – miesiąc miodowy. Na tym etapie jesteśmy dla niego boginią. Komplementy, kwiaty, zabieganie, randki, wypady, w skrajnych wypadkach serenady pod balkonem. Rafaello – róże – prezenty małe duże. Myśl przewodnia w tej fazie: *Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, o Pani* (Cel – uzależnienie od siebie ofiary)

2. Etap drugi – degradacja. Tutaj okazuje się, że z tą boginią to chyba jednak mu się wydawało. Etap, kiedy to zdezorientowana mysz sama zaczyna biegać za pułapką. Coraz częściej słyszysz jaka jesteś niedoskonała. W tej fazie zostaniesz poinformowana o wszystkich swoich wadach i niedoskonałościach. Czasem może zacząć ostentacyjnie Ciebie unikać.Zdezorientowana zaczynasz pytać, dociekać, starać się jeszcze bardziej. Czujesz, że z każdą chwilą odsuwacie się od siebie i tracisz go(Cel –  wprowadzenie chaosu i zafundowanie chemicznej huśtawki, kolejny etap uzależnienia)

3. Etap trzeci – destrukcja. Wisienka na torcie i burza z piorunami. W fazie destrukcji narcyz najczęściej uderza w bolące miejsce. Więcej na ten temat pisałam tutaj Powiedz mi co Cię boli, a będę wiedział w co uderzyć. Patologia z Waszego domu wylewa się drzwiami i oknami. Awanturę słyszy nawet sąsiad mieszkający 4 piętra niżej. W skrajnych wypadkach rękoczyny. Idealny scenariusz do 
filmu katastroficznego pod tytułem „Narcyz – ostateczne starcie”. Jeżeli Twoją wewnętrzną raną jest samotność – nie będzie awantur. Po prostu narcyz znika bez śladu. Ewentualnie usłyszysz ni z gruszki ni z pietruszki „To jednak nie to. Żegnaj.” (Cel – uświadomienie ofierze, że to on jest panem sytuacji, podkreślenie swojej dominacji)

Narcyz to nie zawsze laluś. Pułapka stereotypowego myślenia. Miłość własna narcyza – moim okiem

Data wpisu: 2019-02-27

Dlaczego w naszym kraju wiedza na temat narcystycznego zaburzenia osobowości jest tak znikoma? Wydaje mi się, że wynikać to może ze stereotypowego myślenia, którego wynikiem końcowym jest ignorancja.  

Wyobraźmy sobie rozmowę dwóch koleżanek: 

-Byłam w toksycznym związku z narcyzem…

-Ach tak, znam ten temat. Mój były przed lustrem spędzał codziennie 2 godziny.  

W języku polskim słowo narcyz potocznie oznacza kogoś, kto nadmiernie skupia się na dbaniu o swój wygląd zewnętrzny. Nagminnie mylimy narcyzów (osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości – narcissistic personality disorder) z mężczyzną metroseksualnym, czy tak zwanym lalusiem. A różnica jest kolosalna.   

Na czym polega różnica pomiędzy lalusiem / mężczyzną metroseksualnym, a toksycznym narcyzem? 

Czy mężczyzna chadzający co tydzień do kosmetyczki robi tym komuś krzywdę? Może nas jedynie irytować jego perfekcjonizm, stracony czas, który inwestuje we wpatrywanie się w swoje odbicie w lustrze, czy znaczne ubytki w domowym budżecie przez jego wydatki. A narcyz (osoba z narcystycznym zaburzeniem osobowości) pozostawia po sobie popiół i zgliszcza. Manipuluje, konfabuluje, stosuje przemoc emocjonalną, słowną, czasem również fizyczną. Ile ma to wspólnego z dbaniem o siebie? Jeszcze jedna ważna sprawa. Narcyzi zaburzeni bardzo często są lalusiami. Natomiast dbanie o swój wygląd w wykonaniu narcyza (osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości) nie wynika z jego z próżności. Wynika z jego świadomości faktu, że sam jest jedynie stworzonym przez siebie wizerunkiem. To raczej przejaw nienawiści do „prawdziwego ja” i próba bycia kimś lepszym niż jest w rzeczywistości, nie wyraz zakochania się w swojej powierzchowności.   

Mój narcyz nie był narcyzem w potocznym tego słowa znaczeniu. Nie był metroseksualny. Kreował się raczej na mężczyznę pierwotnego w typie samca alfa. Co wcale nie oznacza, że się nie mył 🙂 Był zadbany, ale zdarzało mi się widzieć go nieogolonego, czy w wymiętej rozciągniętej koszulce. Przez to, że nie był lalusiem z góry odrzucałam myśl, że jest narcyzem. A wystarczyła jedna noc i zaczerpnięcie wiedzy ze źródła.   

Co do pułapki stereotypowego myślenia – sama na początku w nią wpadłam. Poszukując odpowiedzi na pytanie dlaczego jestem tak okropnie traktowana przez mojego partnera trafiłam na forum o zaburzeniach osobowości. Pewna kobieta opisywała swój przypadek i brzmiało to dokładnie tak, jakby pisała o moim związku. Jedną z odpowiedzi na forum było „Twój mąż ma narcystyczne zaburzenie osobowości”. W tym momencie moja pierwsza myśl brzmiała: *a co ma piernik do wiatraka? Przecież nie pisze, że jej mąż dba o siebie bardziej niż ona!*   Zaczęłam czytać i czytać… Rozsypane puzzle w jednym momencie ułożyły się same. Każda opowieść kobiety będącej ofiarą narcystycznej przemocy miała w sobie mniejszą czy większą część mojej historii. Ostatecznie dotarło do mnie, że w każdym takim przypadku schemat jest identyczny. Różnią się jedynie nieznaczące szczegóły.   

Czy narcyz kocha siebie? 

To trudne pytanie i chyba należałoby je było zadać samemu narcyzowi. Według mnie nie kocha siebie. Dlaczego nie? Bo kochać siebie to znaczy akceptować siebie takiego jakim jest, ze wszystkimi wadami i zaletami. Narcyz może kochać jedynie stworzony przez siebie wizerunek, bo wyrzekł się swojego „prawdziwego ja”. Jego „prawdziwe ja” wydaje mu się zbyt niedoskonałe by się do niego przyznać, a co dopiero je pokochać!   

Jak ogromną frustrację musi rodzić bezustanne poszukiwanie miłości idealnej, swojego idealnego wizerunku i idealnego świata? Jak sobie radzi czując cały czas rozczarowanie sobą, światem, innymi ludźmi? Niezaprzeczalnie ciężkie musi być życie narcyza.