Karanie ciszą.

Karanie ciszą to jedna z najczęstszych metod manipulacji stosowanych przez toksyków. Jest tania (bo nic nie kosztuje toksyka ignorowanie drugiej strony) i niesamowicie skuteczna. Należy sobie uświadomić jedno – pomimo braku przejawów brutalności w tej metodzie, karanie ciszą jest przemocą. 

Jak wygląda ta metoda manipulacji?

Stajesz się człowiekiem-duchem. Mówisz coś do partnera, on nie odpowiada. Nie zauważa Cię, nie słyszy, kompletnie ignoruje Twoją obecność. Możesz pisać i dzwonić – nie odbiera telefonu, a Twoje wiadomości pozostają bez odpowiedzi. Ta cisza nie daje Ci spokoju, ciągle zastanawiasz się nad tym, co zrobiłaś źle i co powinnaś zrobić, by w końcu się odezwał. Miotasz się pomiędzy furią a rozpaczą. Taki stan trwa długo. Tak długo, aż pękniesz. Zaczniesz krzyczeć, przepraszać i błagać, zgodzisz się na to, co zaproponował toksyk przed karaniem ciszą. W tym momencie jest 1:0 dla toksyka.

Dlaczego karanie ciszą jest przemocą?

W umyśle ofiary pojawia fala natrętnych myśli. Ciężko jest sobie poradzić z uczuciem bezradności. Poczucie bycia ignorowanym wiąże się ze spadkiem samooceny. Ignorowanie ukochanej osoby to jawne okazanie jej braku szacunku. 

Kiedy toksyk stosuje karanie ciszą?

W dwóch przypadkach:
1. By uzyskać coś, na co zgodzić się nie chcesz.
Milczy tak długo, aż zgodzisz się na to, co jest dla Ciebie najpewniej niekorzystne. Robisz to dla świętego spokoju, by wyjść z tej patowej sytuacji.
2. By wprowadzić poczucie zagrożenia i podkreślić swoją dominację.
Na karaniu ciszą może opierać się faza degradacji i destrukcji. Tracisz twardy grunt pod nogami, robisz wszystko, by Twój toksyk się odezwał i upewnił Ciebie w tym, że nadal jesteś dla niego ważna. Strach przed zakończeniem relacji sprawia, że stajesz na rzęsach i próbujesz wyczytać w jego myślach czego może od Ciebie oczekiwać.

Nieregularne nagradzanie (intermittent reinforcement), czyli hazard w toksycznym związku.

W ramach wprowadzenia.
Mechanizm uzależnienia opartego na klasycznym warunkowaniu przyjąć może różne formy, co postanowili udowodnić naukowcy. Wszyscy doskonale pamiętamy schemat warunkowania w eksperymencie Pawłowa: sygnał->reakcja->nagroda. Co jednak się stanie, kiedy ten schemat odrobinę się zmieni? 

Naukowcy postanowili wykonać eksperyment na szczurach. Zwierzęta nauczono, że gdy wcisną przycisk dostaną pożywienie. I z początku za każdym razem, gdy wciskały przycisk to jedzenie się pojawiało. Następnie naukowcy postanowili wprowadzić losowy tryb nagradzania, czyli szczurek wciskał przycisk, a jedzenie pojawiało się raz na kilka przyciśnięć (bez regularnego schematu). Co się okazało? Szczury wiedząc, że nie zawsze pojawia się nagroda i tak podejmowały próby wciskania przycisku raz za razem, dopóki jedzenie się nie pojawiło. 

W ten sposób działa również uzależnienie od hazardu. Hazardzista nie ma pewności, że wygra, ale wrzuca monetę do maszyny. Zostaje nagrodzony raz na jakiś czas i odbiera nagrodę pieniężną. Mimo tego, że jest świadomy nieregularnego nagradzania (ma świadomość, że najpewniej przegra) dalej podejmuje próby, choćby miał wydać na nie ostatnie pieniądze.

Co ma do tego toksyczny związek?
Ofiary toksycznych związków zostają zaprogramowane w ten sam sposób co szczury i hazardziści. Zaburzony z początku nagradza (komplementuje) ofiarę za każde zachowanie po jego myśli. Później jednak schemat się zmienia. Ofiara jest nagradzana raz na jakiś czas, ale zdezorientowana bezustannie podejmuje próby zasłużenia na nagrodę.

Nieregularne nagradzanie to kanwa toksycznego związku. Intermittent reinforcement jest stosowany na każdym etapie toksycznego związku:
Faza miesiąca miodowego -> love bombing, nagradzanie po każdym „wciśnięciu przycisku”.
Faza degradacji -> nagradzanie nieregularne.
Faza destrukcji -> brak nagradzania, pomimo podejmowania usilnych prób zasłużenia na nagrodę.
Tak ofiara wpada w cykl ciepło-zimno. Pomimo świadomości, że w dwóch ostatnich etapach cyklu nagradzana jest rzadko, ofiara i tak kontynuuje próby i podejmuje wysiłek, by zasłużyć na nagrodę.

Nieregularne nagradzanie jest przyczyną powstawania kompletnego chaosu w psychice, dodatkowo wywołuje chemiczną huśtawkę (więcej na ten temat pisałam tutaj: Nałogowiec miłości. Motylki, czy chmara szarańczy? Chemiczna huśtawka.).

Intermittent reinforcement może także przyjąć inną, skrajną formę. W etapie pierwszym bombardowanie miłością, komplementowanie, adorowanie. W etapie drugim kompletne ignorowanie ofiary, odsuwanie się, unikanie. Po pewnym czasie powtarza się etap pierwszy. W tym przypadku ofiara jest w zaklętym kręgu i krąży pomiędzy miłością totalną i odurzeniem, a rozpaczą i samotnością. Toksyk pojawia się i znika, pojawiając się daje z siebie wszystko, a odchodząc pozostawia ofierze ogromną pustkę.

O rozstaniu z klasą i dlaczego to niemożliwe z narcyzem.

Podjęłaś decyzję o odejściu od narcyza. Pakujesz swoje rzeczy, kulturalnie życzysz mu powodzenia, wychodzisz. Idealne rozstanie. W większości związków dwojga dorosłych osób tak właśnie się to odbywa, jednak w przypadku związku z osobą z narcystycznym zaburzeniem osobowości to niestety niemożliwe.

Toksyk z NPD (narcissistic personality disorder) otaczające go osoby traktuje przedmiotowo, innymi słowy, uważa je za swoją własność. Manipulacją i przemocą „rozstawia ludzi po kątach”, nakłania ich do grania określonej roli w jego życiu. 

Użyję prostego porównania, pierwsze co przychodzi mi na myśl to… szafa 🙂 Czy gdyby Twoja szafa nagle próbowała się od Ciebie wyprowadzić, nie próbowałabyś jej zatrzymać? Przecież jest Ci potrzebna. Jest użyteczna, określiłaś dla niej konkretne miejsce w swoim mieszkaniu i ma stać właśnie tam, dopóki nie znajdziesz nowej szafy, bardziej pasującej do wystroju. 

Taki tok myślenia ma narcyz. Nie pozwoli odejść (a przynajmniej będzie próbował zatrzymać Cię przy sobie). Jesteś jego własnością. Masz robić to, co on zaplanował, a tymczasem Ty chcesz się wyłamać. Zaczyna się pogoń za szafą, czyli klasyczny hoovering. Obietnice bez pokrycia, dramatyczne miłosne wyznania, łzy na pokaz i nieszczery żal za grzechy.

Najbezpieczniejszą opcją, by rozstać się z klasą z narcyzem jest dezercja. Zabrzmi to śmiesznie, ale najlepiej pod nieobecność narcyza spakować się w tajemnicy i wyjść. Inaczej nie da się uniknąć dramatycznych scenek, a jeśli one nie zadziałają, może zacząć się agresja słowna, czy fizyczna. Jeżeli nie możesz spakować się w tajemnicy przed narcyzem, to zapewnij sobie obecność osoby trzeciej – istnieje duże prawdopodobieństwo, że w towarzystwie osób postronnych narcyz będzie próbował zachować pozory normalności. 

Po rozstaniu stosujemy metodę zero kontaktu. To jedyna możliwość, by uwolnić się od toksyka i przy okazji próba uniknięcia emocjonalnej masakry. Narcyz potrafi boleśnie ranić kiedy uzmysłowi sobie fakt, że „jego szafa” uciekła. Wulgarne wiadomości na temat Twoich wad to jedna z narcystycznych sztuczek po rozstaniu (w myśl zasady *jeśli nie jesteś moja, nikt nie będzie ciebie miał*).

Pierwsze tygodnie po rozstaniu – poradnik ratunkowy.

Samo podjęcie decyzji o rozstaniu z toksycznym partnerem to dopiero pierwszy krok, by wyzdrowieć. Najważniejszym procesem jest to, co dzieje się po naszym odejściu od zaburzonego. Pierwsze tygodnie po zakończeniu związku, to dla ofiary toksyka prawdziwa szkoła przetrwania. 

Daj sobie czas. Wracanie do zdrowia i równowagi psychicznej musi trochę potrwać. Nie zawracaj sobie głowy myśleniem, że to już 3 miesiące od rozstania, a Ty nadal masz doła. Nie sugeruj się innymi osobami. To, że jedna kobieta jest w stanie pozbierać się w miesiąc, a w kolejnym miesiącu jest już w nowym związku, nie oznacza, że wszystkim pójdzie tak łatwo. Przechodzenie procesu żałoby (więcej tutaj Etapy żałoby po rozstaniu. Część 1 Wstrząs. ) jest kwestią indywidualną. Sam proces, jak i długość trwania poszczególnych jej etapów nie ma określonych granic czasowych. Zobaczysz, że w końcu nadejdzie dzień, kiedy będziesz czuła się coraz lepiej. I pewnie nawet będziesz się śmiać z samej siebie myśląc *co ja w nim widziałam?*. Na to wszystko potrzeba jednak czasu. Więc głowa do góry, nie poddawaj się.

Albo ekspresja, albo depresja. Obserwuj swoje emocje i daj sobie prawo do przeżywania ich. Paradoksalnie – im więcej tych emocji się pojawi, tym szybciej wrócisz do świata żywych. Nie hamuj niczego. Jeśli masz ochotę płakać, to płacz. Jeśli masz ochotę wykrzyczeć coś w gniewie, zrób to (najlepiej w odosobnionym miejscu). Nie wyżywaj się na innych, to do niczego nie prowadzi. Znajdź sposób, by rozładować swoje emocje w pojedynkę, bez ofiar 🙂 

Jeżeli masz bratnią duszę, której możesz się wygadać, to jesteś szczęściarą. Jeżeli nie, zawsze pozostają inne możliwości, np. fora internetowe, czy poradnie psychologiczne. Pisanie pamiętnika też jest świetnym pomysłem. Przelewasz wtedy wszystkie negatywne emocje na papier i to daje chwilową ulgę 🙂 Wyrzucaj z siebie na bieżąco wszystkie negatywne stany. 

Winko z koleżankami to nie zawsze dobry pomysł. Nie ma gwarancji, że poprawi Ci humor, a z pewnością uczyni Cię bardziej sentymentalną. Jeżeli jednak masz ochotę, to jak najbardziej. Pamiętaj o najważniejszej rzeczy – metoda zero kontaktu. Wybierając się na drinka załóż sobie, że telefon pozostanie w torebce, odłóż go i nie dotykaj. Jeżeli masz możliwość włącz tryb samolotowy, który będzie przypominał Ci, że nie możesz się do niego odezwać. Staraj się unikać spotkań w jego ulubionym pubie, lub w miejscach gdzie bywaliście razem. Zacznie się fala wspomnień, pod której naporem możesz ulec chęci napisania do niego. Metoda zero kontaktu to nie tylko brak odzewu do toksyka. To także zero kontaktu z miejscami i rzeczami, które Ci o nim przypominają.

Bądź wyrozumiała dla siebie. Możesz mieć teraz mniej siły by kontynuować dotychczasowe zajęcia. Możesz mieć mniej cierpliwości i stracić zapał. Może denerwuje Cię to, że najchętniej cały dzień przeleżałabyś w łóżku. Pamiętaj, że to przejściowe. To znak, że jesteś na trzecim etapie żałoby. Jest jedna wspaniała wiadomość – masz już z górki. Kolejne dwa etapy będą dużo łatwiejsze i prowadzą wprost do uleczenia. 

Staraj się nagradzać samą siebie. Choćby miały to być drobnostki, np. wczoraj miałaś ogromną ochotę zadzwonić do niego, ale ostatecznie tego nie zrobiłaś. W ramach nagrody kupujesz sobie prezent, może to być ładnie pachnące mydełko, albo inny drobiazg, który sprawi Ci przyjemność. Nagrodą może być także komplement w myślach, typu *jestem dzielna i dumna z siebie, bo walczę i nie poddaję się*.

Rozstanie to dobry czas by zadbać o siebie. A dbanie o siebie procentuje – wyglądamy i czujemy się lepiej. Ma jeszcze jedną ważną zaletę- zajmujesz sobie czas. Zadbaj o swoje zdrowie, kondycję, wygląd. Naprawdę nie potrzeba na to kokosów (chociaż możesz równie dobrze zainwestować sporą sumkę 😉 ). Na początek zadbaj o zdrowie. Może zdrowa dieta, picie zielonej herbaty, czy koktajli z jarmużu? To zawsze daje nam satysfakcję, bo robimy dla siebie coś dobrego. 

Po długotrwałym stresie warto jest zaopatrzyć się w suplementy diety bogate w magnez. Jeśli jesteś bardzo nerwowa, rozbita spróbuj suplementów z szyszkami chmielu, melisą, dziurawcem. Dbania o kondycję i wygląd wyjaśniać nie trzeba. Sport (o ile jesteś w stanie się zmotywować, na etapie depresji nie zawsze jest to takie proste) działa korzystnie na nasz wygląd, ale również samopoczucie. Podczas treningu dostajemy w prezencie dawkę endorfin. A po treningu maseczka na twarz (choćby jej połowa miała spłynąć razem ze łzami 😉 ) i malowanie paznokci. Starałam się tak robić. Po wszystkim przeglądałam się w lustrze myśląc sobie *Wyglądam jak g… z tymi zapuchniętymi od płaczu oczami. ALE PAZNOKCIE MAM POMALOWANE* 🙂

Próbuj nowości. Dla mnie zbawienne było słuchanie gatunku muzyki, którego nigdy wcześniej nie słuchałam. Mój mózg był tym niesamowicie zaskoczony i zaczynał zastanawiać się nad tym co słyszy… i w ten sposób myśli o toksyku schodziły na dalszy plan, a to dawało ogromną ulgę. Podobnie działa czytanie książek i oglądanie filmów (pod warunkiem, że są dla nas ciekawe). Jeśli wciągniemy się w fabułę, istnieje spora szansa,  że będziemy myśleć tylko o tym co widzimy/czytamy.

Staraj się robić coś pożytecznego. Sprzątanie, rysowanie/malowanie,  mycie okien, pomoc w zakupach starszej sąsiadce, kurs języka obcego, wolontariat w schronisku dla zwierząt – możliwości jest mnóstwo. Każda aktywność wymagająca skupienia jest Twoim sprzymierzeńcem w walce z dołującymi myślami o toksyku. Dzień pełen zajęć upływa szybciej, a pamiętaj, że z każdym dniem będzie lepiej.

Zweryfikuj grono znajomych. To przykre co teraz napiszę i niestety znam ten temat z autopsji. Weź pod uwagę, że Twoje trudne momenty są dla niektórych osób pożywką. Chyba wynika to z ich sadystycznych skłonności, inaczej tego wytłumaczyć nie można. Jeżeli Twoja znajoma z uporem maniaka przypomina Ci o chwilach kiedy byłaś z toksykiem, dopytuje o szczegóły rozstania i tym samym rozdrapuje rany, to bez sentymentu zerwij z tą osobą kontakt. Życie jest zbyt krótkie, by przeżyć je w otoczeniu mało życzliwych osób. Jeżeli ktoś nie pomaga Ci w procesie zdrowienia, to nie ma dla niego miejsca w Twoim życiu.

Jak organizm reaguje na odcięcie toksyny?

Podczas wychodzenia z toksycznego związku nasze ciało daje wyraźne sygnały, że jest uzależnione od ex-partnera. Pojawia się szereg dolegliwości psychicznych i fizycznych, które utrudniają nam przeprowadzenie rozstania od początku do końca. W grę wchodzi także efekt bumerangu i hoovering, które wcale nie ułatwiają nam procesu zdrowienia. 

Skupię się dziś na najbardziej dotkliwych objawach „odstawiennych”, z którymi sama miałam do czynienia zrywając znajomość z narcyzem. 

1. Psychika

-natrętne myśli

Każdego dnia, począwszy od pierwszych minut po przebudzeniu, aż do zaśnięcia, moje myśli krążyły wyłącznie wokół jego osoby. Wracały wspomnienia. Zastanawiałam się co robi, jak się czuje. Szukałam możliwości powrotu do niego, wyjaśnienia tego co się stało. Walka z tą obsesją to kopanie się z koniem – im bardziej próbowałam tych myśli unikać, tym bardziej były natrętne i przytłaczające.

-bezsenność i koszmary

Noce bez zmrużenia oka, pełne rozpaczy i myśli o nim. Przewracanie się z boku na bok i zmęczenie, które wcale nie pomagało w zaśnięciu. Przebudzanie się kilka razy w ciągu nocy, najczęściej w trakcie koszmaru z narcyzem w roli głównej. Bezcelowe było ustawianie budzika na 5 rano i utrzymywanie wysokiej aktywności fizycznej, z prostej przyczyny – problem bezsenności nie polegał na braku zmęczenia.

-autodestrukcja, sabotowanie dotychczasowych wysiłków

Myśli typu *Może on wcale nie jest taki zły i wszystko to sobie uroiłam?*; *Napiszę do niego, tylko sprawdzę czy żyje.*; *Sprawdzę czy wstawił nowe zdjęcie na fb* itd. Wszystko to prowadzi do tego, by toksyk wrócił do naszego życia, a wysiłek włożony w rozstanie idzie w niwecz.

-lęk

Nieustanne uczucie niepokoju, jakby zabrakło kogoś niezbędnego do życia. Niepewność siebie. Zastanawianie się co ON by zrobił w tej sytuacji, jak ON oceniłby mój wybór, jaka by była JEGO reakcja. Triumf Gaslightingu i manipulacji toksyka. Owoce jego słów: „beze mnie zginiesz”.

-tęsknota

Nazwałam ten punkt tęsknotą, ale nie wiem czy to dobre określenie. To była tęsknota powiększona kilkukrotnie przez lupę rozpaczy. To różnica mniej więcej taka jak między akupunkturą do której używa się igieł, a akupunkturą przy użyciu noży kuchennych.

-rozdrażnienie 

Wszystko mnie denerwowało i wyprowadzało z równowagi. Od telefonu zatroskanej mamy, do ujadania psa sąsiada. Wszystkie rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi, stały się nie do zniesienia. Wystarczyła chwila, bym wybuchła.

-czas uciekający jak piasek przez palce

Dni mijały bardzo szybko. Nie zdążyłam zrobić nic konstruktywnego i nadchodził wieczór. Potrafiłam przesiedzieć dłuższą chwilę gapiąc się bez celu w ścianę, nie mając świadomości, że to robię, a czas upływał 🙂

-poczucie odrealnienia

Wszystko stało się obce, całe moje otoczenie było jak scenografia spektaklu w którym grałam. Nie potrafiłam się odnaleźć. Czasem całe dnie chodziłam jak we śnie, a rzeczywistość była dla mnie spowita mgłą, jakby od świata odcinała mnie nie do końca czysta szyba.

-traumatyczne noce

W nocy wszystkie dolegliwości nasilały się. Tęskniłam jeszcze bardziej boleśnie, płakałam, rozmyślałam. Bałam się nadejścia nocy, bo wtedy wszystkie toksyczne upiory uderzały ze spotęgowaną siłą. 

2. Ciało

-fizyczny ból

Pojawiły się uciążliwe nerwobóle. Ból w klatce piersiowej (wydawało mi się, że przyciśnięta jest ogromnym głazem), ból brzucha (raz z jednej raz z drugiej strony, nie miał konkretnego miejsca), bóle głowy.

-brak apetytu

Toksyk był moją dietą cud. Waga spadała natychmiast. Całe dnie o szklance wody nie stanowiły problemu. Na samą myśl o jedzeniu miałam mdłości.

-depresja

Cały komplet objawów.

-zmęczenie

Złożyło się na nie kilka czynników. Brak snu, brak jedzenia. Skutkowało to ogromnym osłabieniem organizmu i omdleniami.

-brak motywacji

Symptom depresji. Nie miałam siły wstać z łóżka, a wyjście na zakupy wydawało mi się maratonem nie do przebiegnięcia.

-płaczliwość

Nie rozstawałam się z ogromnymi okularami przeciwsłonecznymi. Dawały mi w pewnym sensie komfort… bo potrafiłam się rozpłakać nawet w miejscu publicznym. Wystarczył drobny sygnał, który przypomniał mi o nim.

-problemy z pamięcią, deficyt uwagi

Niewiele do mnie docierało. O wielu rzeczach zapominałam, byłam rozkojarzona, w zupełnie innym świecie. Zamykałam się we własnym bólu i tylko on miał w tym momencie znaczenie, cała reszta nie istniała. Byłam dwiema osobami – tym co na zewnątrz – fasadą stwarzającą pozory fizycznej obecności i swoją świadomością, ukrytą tak głęboko, że nie docierało do mnie to co dzieje się na zewnątrz.

Podwójne standardy w toksycznym związku. Hipokryzja.

Dla osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości każdy związek jest grą. Wchodzimy w nią nie znając zasad tej gry, nie wiedząc czego możemy się spodziewać. Mało tego, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jakakolwiek gra się toczy. Zaczynamy związek zupełnie nieświadome pewnych schematycznych zachowań i reguł jednolitych dla wszystkich toksycznych związków.

Mój narcyz na początku naszej relacji wyznaczył sztywne granice, które w pierwotnym założeniu miały być nieprzekraczalne dla nas obojga. Nakreślił wyidealizowany kształt swojej potencjalnej partnerki, do którego wytrwale dążyłam. (Więcej tutaj Projektowanie Plastusia.).

 Problemem było to, że narcyz sam tych sztywnych granic nie przestrzegał. Mogłam zapomnieć o tym, że będzie pracował nad sobą, by zmienić swoje destrukcyjne zachowania. Nie miałam na celu *projektowania plastusia* tak jak on to czynił. Nie chciałam, aby zmieniał swoje cechy charakteru, czy wyglądu. Walczyłam jedynie o to, by przestał mnie ranić. Pewne jego zachowania były nieakceptowalne nie tylko dla mnie. Założę się, że każda inna kobieta na moim miejscu również podjęłaby walkę. Bo to była walka o moje zdrowie psychiczne.

Toksyk wyznaczając sztywne granice chroni siebie samego. Granice wyznaczane przez narcyza dotyczą najczęściej obszarów, które faktycznie mogłyby negatywnie wpłynąć na jego ego. Np. Mój narcyz zaznaczył, że nieprzekraczalną dla nas obojga granicą jest zdrada. Jednocześnie stanowiła ona powód, dla którego narcyz bez chwili zastanowienia zerwie naszą znajomość. I to jest całkiem logiczne – każda zdrowa relacja powinna opierać się na wierności partnerów. 

Nielogicznym stało się w momencie, kiedy dowiedziałam się o zdradach mojego narcyza. Byłam w szoku, bo dotarło do mnie, że kiedy z obrzydzeniem na twarzy opowiadał mi o kolegach posiadających kochanki… tak naprawdę mówił o sobie. Jego zdrady szły w dziesiątkach. Każda nasza faza destrukcji była w rzeczywistości miesiącem miodowym dla innej kobiety. Narcyz zrywał związek ze mną, by móc w całości oddać się nowej partnerce, zafundować jej miesiąc miodowy i bez tracenia czasu na mnie, bombardować miłością swoją nową ofiarę. To takie proste. Że też wcześniej na to nie wpadłam.

Zasady gry w toksyczny związek wyznaczane przez narcyza obowiązują jedynie jego ofiarę. On sam ma prawo do ciosów poniżej pasa. Jego te zasady nie dotyczą. Pan wyjątkowy narcyz rości sobie także prawo do wprowadzania nowych zasad gry, podczas jej trwania. Będzie bezwzględnie kontrolować, czy przestrzegamy tych zasad i raz po raz o nich przypominać. Jednocześnie sam jest królem swojego zamku i nie da się zamknąć w ramach wyznaczonych przez niego reguł.

Hoovering. Pogoń drapieżnika.


Data wpisu: 2019-03-08

Hoovering – pochodzi od angielskiego słowa hoover, czyli odkurzacz. Nazwa tego zjawiska mówi sama za siebie. Narcyz stosujący hoovering za wszelką cenę próbuje wciągnąć swoją ofiarę z powrotem w toksyczną relację.  

Z przypadkami hooveringu spotykałam się po każdym etapie destrukcji. Byłam zniechęcona, niepewna mojego toksyka. Podchodziłam do niego z dystansem. Po kilku tygodniach odpoczynku od niego zdawałam sobie sprawę z tego, że bez niego świat się nie kończy. Wtedy pojawiał się znikąd i na nowo próbował mnie zdobyć. Doskonale wyczuwał moją niechęć do dawania mu kolejnej szansy, więc odpalał swój odkurzacz 🙂  

Ten proces przypomina mi zawsze pogoń tygrysa za antylopą. Tygrys wkłada całego siebie, angażuje maksymalnie siłę swoich mięśni, by dogonić ofiarę. Robi wszystko, by nie stracić jej z pola widzenia. Kiedy antylopa robi unik, tygrys natychmiast zmienia kierunek biegu, tak by zawsze podążać za nią.  

W hooveringu jest analogicznie. Hasłem przewodnim tego procesu jest *Powiem Ci wszystko co chcesz usłyszeć*. (Tylko powiem, ale o tym później). Toksyk będzie podążał krok w krok za naszymi oczekiwaniami.  

Rozstaliście się. Między Wami cisza od jakiegoś czasu. Hoovering często zaczyna się bardzo niewinnie. Zazwyczaj od jednej, niezobowiązującej wiadomości od toksyka. Może to być, na przykład „Hej, co u Ciebie?”. Uwierz mi, to wystarczy. Choćbyś zaklinała się na wszelkie świętości, że nigdy nic z nim więcej.

Po jakimś czasie dojdziesz do wniosku, że:  

*To niegrzecznie tak milczeć. Przecież tylko zapytał. Tyle nas łączyło. Co mi szkodzi odpisać, to nic nie znaczy. Dojrzali ludzie pozostają w przyjaźni po rozstaniu. To było tak dawno, trzeba wybaczać. Odpiszę, pokażę mu jak doskonale sobie bez niego radzę. / Odpiszę i wyżyję się na nim za to, że mnie tak potraktował.*

Te wszystkie myśli nie pozwolą Ci funkcjonować, dopóki nie odpiszesz. Dlatego jeżeli podejmujesz decyzję o rozstaniu, zastosuj metodę zero kontaktu (więcej na ten temat tutaj: Koniec toksycznego związku. O jedynej (prawie 100%) skutecznej metodzie wyjścia z bagienka – no contact. Zero kontaktu.) Odetnij toksykowi dostęp do siebie.  

Zakładamy mało optymistyczną wersję. Odpisujesz równie niezobowiązująco, dajmy na to: ” U mnie ok, co u Ciebie?”.

Co dzieje się dalej? Natychmiast dostajesz odpowiedź w stylu:

„Myślałem o Tobie każdego wieczora.”

„Ostatnio bez przerwy słucham naszej piosenki. Tęsknię, wiesz?”

„Jestem największym idiotą na świecie, bo doprowadziłem do tego, że się rozstaliśmy.”

„Gdybym mógł cofnąć czas…”

„Zrozumiałem jak wiele straciłem…”

„Z nikim nie było mi tak dobrze jak z Tobą…”

„Oddałbym wszystko, by móc znów mieć Ciebie w swoich ramionach”

„Tak bardzo brakuje mi Twoich pocałunków, zapachu Twoich włosów”

„Nie mogę dłużej bez Ciebie żyć”  

I mogłabym tak wymieniać bez końca. Sztampowe teksty, które w umyśle ofiary narcystycznej przemocy rosną do rozmiarów wyznania miłosnego godnego szekspirowskiego Romea. Chociaż będzie pisał te kocopoły myśląc jednocześnie o czymś zupełnie innym, oglądając mecz, wypijając czwarte piwo i dyskutując z kolegami o zaliczonych towarach… to Ty i tak w to uwierzysz. Ja też wierzyłam.  

Będziesz się opierać. Po wyjściu z toksycznej relacji odzywa się zdrowy rozsądek. Niezduszony toksyną mózg dotlenia się, wraca logiczne myślenie. Zaczynasz okazywać toksykowi brak zainteresowania ponownym wejściem w związek.  

Jestem pewna, że widziałaś to kiedyś na dokumencie przyrodniczym. Zbliżenie na oczy antylopy. Zbliżenie na oczy tygrysa. Antylopa widząc drapieżnika zaczyna uciekać w podskokach. Tygrys zrywa się do biegu. I to jest dokładnie ten moment w hooveringu. Toksyk zaczyna pogoń.  

Im bardziej będziesz go unikać, tym bardziej będzie za Tobą gonił. Dopóki nie ulegniesz, a wyczuwa w Tobie podatny grunt, nie odpuści. Użyje wszystkich znanych mu sztuczek, byś mu zaufała. Będzie kłamał jak z nut, wymyślał nieskończone bzdety, obiecywał, przysięgał, wyznawał miłość (chociaż nigdy jej nie czuł).  

W końcu ulegasz. Tyle usłyszałaś, tyle naobiecywał, tyle się starał. Co dalej? Zaczynamy utwór numer jeden playlisty hit-przebojów. Chwila miesiąca miodowego i wszystko dalej zgodnie z rozkładem. Wszystkie obiecane przez niego podczas hooveringu rzeczy, typu:

– zapiszę się na terapię;

– nigdy więcej nie zapadnę się pod ziemię na tydzień;

– nie będę na ciebie krzyczał;

– nigdy już nie zdradzę;

– nigdy już nie wezmę kredytu bez twojej wiedzy;

– nie będę podrywał twojej siostry;

– nigdy więcej ciebie nie zostawię;

– (tu wpisz obietnicę swojego toksyka)

można włożyć między bajki. Bo mają one dokładnie takie samo przełożenie na rzeczywistość, co bajka o Czerwonym Kapturku.  

Obiecał, że coś zrobi? Obiecał. I to powinno wystarczyć, bo dotrzymać obietnicy nie zamierza. Po co się z tego wywiązywać? Słowa wystarczyły żebyś wróciła. Cel został osiągnięty.  

Co spowoduje zwrócenie uwagi toksykowi na to, że nie dotrzymał obietnicy?  

Bilet na karuzelę 🙂 Z automatu jednym susem znajdujemy się w fazie degradacji / destrukcji. Toksyk puszcza odpowiednio hit-przebój numer dwa, lub trzy – w zależności od tego, w jakiej formie zwróciłaś mu uwagę, lub ile razy to zrobiłaś. W fazie drugiej i trzeciej strach go zapytać, czy zrobić mu kawę, czy herbatę, a co dopiero zaczynać poważniejszą dyskusję. Zatem temat niedotrzymanych obietnic się kończy. Proste i jakie skuteczne. Zaburzony z każdej sytuacji wychodzi obronną ręką.    

Pogoń za pierwszym obliczem toksyka.

Data wpisu: 2019-03-22

Dlaczego związki toksyczne trwają tak długo? Dlaczego ofiary toksycznych związków dają zaburzonym kolejne szanse, choć wiedzą, że wszystkie poprzednie toksyk zmarnował? Poza więzią traumatyczną ogniwem scalającym jest pogoń za pierwszym obliczem toksyka. Całość toksycznego związku tak naprawdę do tego się sprowadza.

Skąd określenie pierwsze oblicze?

Pierwsze oblicze, to ogół zachowań zaburzonego podczas trwającej po raz pierwszy fazy miesiąca miodowego. Ofiara toksycznego związku doskonale pamięta toksyka z tamtych dni, kiedy stosował love bombing w najbardziej intensywnym wydaniu. Pamięta stan wszechogarniającej miłości, w którym znajdowała się dzięki niemu. Do logicznego umysłu ofiary dociera fakt, że to nigdy nie wróci, bo wszystko wskazuje na to, że każdą kolejną szansę i próbę naprawienia związku potraktuje dokładnie tak samo jak i poprzednie – niczego nie zmieni. To kompletnie nie przeszkadza podświadomości, która przekonuje ofiarę, że powinna dać toksykowi kolejną szansę.  

Jak zazwyczaj bywa, logiczny umysł nie myli się. Dajemy zaburzonemu kolejną szansę z nadzieją, że to już ostatni raz i od tej pory w naszym związku będzie sielanka. Owszem, jest sielanka, ale jest ona jedynie kwestią czasu. Toksyk zawiedzie ponownie. Znów wrócimy do punktu wyjścia. Za daną po raz kolejny szansę dostajemy baranie podziękowanie i jeszcze więcej łez niż poprzednio.  

Płonne nadzieje, że toksyk się zmieni, bo to był ostatni raz i doceni to co dla niego robimy. W momencie kiedy dajemy kolejną szansę dla toksyka jest to nie więcej, nie mniej jak jasny sygnał *Wróciła, więc wolno mi zachowywać się jak dotychczas. I tak wszystko mi wybaczy*. Można z góry założyć, że do głowy nie przyjdzie mu myśl: *Skrzywdziłem ją, więc muszę się zmienić, bo inaczej ona odejdzie*.

Dlaczego nasza pogoń za pierwszym obliczem z góry skazana jest na porażkę?

Toksyk na początkowym etapie znajomości, podczas fazy bombardowania miłością UDAWAŁ. Pierwsze oblicze toksyka było jedynie chwilowo założoną maską. Kosztowało go to tyle energii, że nie ma zamiaru ponownie tak się męczyć, tylko po to, by sprostać naszym oczekiwaniom. Już nie musi. Ofiara jest już przywiązana, zakochana i wybacza mu destrukcyjne zachowania.  

Toksyk nigdy więcej nie będzie już amantem z pierwszych dni znajomości. Nie będzie, bo nigdy nim nie był. Zagrał tę rolę. Od aktorów nie oczekuje się tego, że całe życie będą grać swoje role. Im wcześniej to sobie uświadomisz, tym lepiej dla Ciebie. Porzuć nadzieję i spójrz obiektywnie. Ratuj siebie.

Gaslighting.

Data wpisu: 2019-03-20

Gaslighting to jeden z najbardziej brutalnych sposobów manipulacji stosowanych przez toksyka. Ma on na celu przekonanie ofiary, że postradała rozum. Osoba poddana gaslightingowi zaczyna wątpić w swoje zdrowie psychiczne i zdolność prawidłowego postrzegania rzeczywistości.   

Jak to się dzieje?

W toksycznym związku zaczynają dziać się rzeczy magiczne. Przedmioty nagle dostają nóg i przemieszczają się same. Podobnie z plikami na komputerze, dokumentami które dziwnym trafem giną, chociaż zawsze były w jednym miejscu. Nagle: nie słyszysz, nie widzisz, nie pamiętasz.   

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 1 

Nerwowo przeszukuję szufladę. Muszę zrobić przelew, a nie mogę znaleźć karty z kodami do internetowego konta. 

Kochanie, nie widziałeś mojej zdrapki? Szukam jej od 20 minut. Przecież zawsze tu była.

-Nie mam pojęcia. Skoro jej nie ma, to musiałaś gdzieś ją cisnąć, pewnie sama nie pamiętasz. 

Idę do banku, zgłaszam zgubienie karty. […]

Kilka dni później. Przygotowuję obiad. Znajduję kartę pomiędzy pudełkami z ryżem i makaronem. *Jak do cholery ona się tu znalazła? Przecież nigdy nie robię przelewów w kuchni. Widocznie w roztargnieniu sama ją tu przyniosłam, chociaż nie pamiętam takiej sytuacji.

******

HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 2 

Musiałam zabrać pracę do domu. Ostatnio firma ma tyle zleceń, że nie dajemy rady ogarnąć wszystkiego w godzinach pracy. Siedzę do późnego wieczora klepiąc w klawiaturę. Zapisuję dokument, wyłączam laptopa. Toksyk siedzi przed telewizorem, a ja idę pod prysznic i wskakuję do łóżka. Wykończył mnie ten dzień. […]

Rano w pracy włączam laptopa i jestem w szoku. Ikonka dokumentu zniknęła z pulpitu. Orientuję się, że zlecenie nad którym pracowałam cały wieczór, po prostu wyparowało. Na pewno je zapisywałam, sprawdziłam to kilka razy. Wyłączając laptopa widziałam na pulpicie tą konkretną ikonkę. Nie wierzę własnym oczom. 

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 3 

Cała drżę z nerwów. Toksyk wraca z pracy. 

-Musimy porozmawiać. Byłam w centrum handlowym na zakupach. Widziałam ciebie w tamtejszej kawiarni z jakąś kobietą.

-Co ty za głupoty pleciesz! Cały dzień byłem w pracy, nie mogłaś mnie nigdzie widzieć!

-Kochanie, widziałam cię przecież

-Naprawdę powinnaś się leczyć! Jesteś tak zazdrosna, że na każdym kroku widzisz mnie z inną kobietą. To był ktoś podobny, ale nie ja. Masz manię jakąś! Jutro zapiszę cię do psychiatry.  

Nie wydawało mi się. To naprawdę był on. 

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU NR 4

Czwartek. 

-Może wybierzesz się ze mną w sobotę do Kasi? Kupiła nowe mieszkanie, urządza parapetówkę, zapraszała nas.

-W sobotę przecież jest wesele mojego kuzyna.

-Jakie wesele? Idziesz na nie sam?

-Jak to jakie? Przecież od miesiąca Ci mówiłem. 

-Pierwsze słyszę. Nic mi nie mówiłeś.

-Mówiłem. Kilka razy rozmawialiśmy o tym, tylko ty jak zwykle nie pamiętasz. Nic do ciebie nie dociera. Co z tobą kobieto? Chyba naprawdę potrzebujesz pomocy lekarza.

*****

Stosowanie gaslightingu wpływa destrukcyjnie na psychikę ofiary. W skrajnych przypadkach prowadzi do hospitalizacji, poszukiwania pomocy psychiatrycznej przez osobę zmanipulowaną, która zaczyna wierzyć we wmówioną jej chorobę psychiczną. W lżejszych przypadkach powoduje spadek samooceny, brak zaufania do samego siebie i zezwalanie toksykowi na decydowanie za nas.   

Jakie korzyści przynosi toksykowi gaslighting?

*Nie wierz własnym oczom, zaufaj mi.* Toksyk czyni z nas swoją własną marionetkę. Osoba zmanipulowana w ten sposób zaczyna bezgranicznie wierzyć zaburzonemu. Toksyk staje się jej oczami, uszami i mózgiem. Skoro sama jest niespełna rozumu, to potrzebuje opiekuna. A kto będzie lepszym opiekunem niż ten, który widzi świat dokładnie takim jaki jest? Tym samym, ofiara dobrowolnie oddaje wszystkie decyzje dotyczące jej życia w ręce toksyka. Zaburzony powie ofierze co ma robić, a czego nie robić. Nie będzie się przy tym kierował dobrem zmanipulowanego. Pokieruje ofiarą tak, by przyniosło to jemu możliwie największą korzyść.

O upadaniu i wstawaniu. Próby wyjścia z toksycznego związku.

Data wpisu: 2019-03-19

Wielokrotnie próbowałam zakończyć swoją relację z narcyzem. Kilkadziesiąt razy postanawiałam sobie *to koniec*. Przy podejmowaniu tej decyzji byłam kierowana różnymi pobudkami, jednak zdołałam wcielić ją w życie tylko 3 razy. Z czego dwa razy nieskutecznie.  

Przez długi czas okłamywałam siebie, że zdołam znaleźć strategię, która pozwoli mi ulepszyć mój związek. Są i takie materiały w sieci. Z perspektywy czasu wiem, że jedyną opcją, by uratować siebie jest zakończenie toksycznej relacji. Każda forma sterowania zachowaniem swoim, czy toksyka jest jedynie przedłużaniem agonii. Teraz na instruktaże sugerujące zmianę podejścia do związku, do toksyka, obchodzenie się z nim jak z jajkiem, uważam za nieporozumienie. Tak jakby chory na w pełni uleczalną, choć śmiertelną chorobę przychodził do lekarza, a ten mu mówił: „Nie chcesz wyzdrowieć? Dobrze, to twój wybór. Jest słuszny. Dam ci zatem kilka rad, byś był zdrowy przez te kilka tygodni, aż do śmierci”.

To droga do nikąd. Ty albo narcyz. Dwie możliwości, trzeciej nie ma. Nie wiem jak silnym psychicznie trzeba być, żeby wytrzymywać cyklicznie wręczane bilety na karuzelę. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, że można to ignorować. Pamiętaj, że nawet najsilniejszy człowiek ma swoją granicę wytrzymałości. A narcyz dąży właśnie do tego, by tej granicy dotknąć… i notorycznie ją przesuwać.  

Wiele razy zawiodłam się sama na sobie. Tak właśnie kończy się przysięganie sobie, że już nigdy więcej nie pozwolę mu wrócić. Mojemu narcyzowi mówiłam dokładnie to samo – ostrzegałam go i przysięgałam mu. Z tego powodu było mi najbardziej wstyd.

„Jeszcze raz przyłapię cię na kłamstwie i nie będziesz miał dokąd wracać” – mówiłam. Prędzej czy później jego kłamstwo wychodziło na jaw. Chwilę byłam wściekła, ale on zawsze potrafił mnie ugłaskać. Próbowałam zapomnieć o tym co sobie i jemu obiecałam. Myślałam sobie *przecież małe kłamstwo nie może zniszczyć tak wielkiej miłości*. Małe owszem. Ale delegacja, która w rzeczywistości okazała się być dwoma dniami w hotelu z inną kobietą, to raczej nie jest małe kłamstwo. Dewaluowałam jego przewinienia. Toksyk wspaniale mi w tym pomagał stosując Gaslighting.

Konkretnie określiłam granicę swojego bólu i upokorzenia, po której przekroczeniu miałam zakończyć związek. Zrobiłam to na samym początku relacji i robiłam to ponownie, z każdym jego powrotem. Te granice były systematycznie przesuwane przez narcyza. Kiedy miałam wrażenie, że dłużej nie jestem w stanie cierpieć, toksyk udowadniał mi, że się mylę. Przykręcał śrubę jeszcze bardziej, ranił mnie bardziej boleśnie. Wprost dawał mi do zrozumienia, że kolejna dana mu przeze mnie szansa jest dla niego niczym. Moje uzależnienie od niego było na tyle silne, że wyrzekłam się swojej godności. Starałam się przymykać oko na jego przewinienia. Czasem nawet udawałam, że nie widzę tego, co się dzieje, żeby nie wszczynać kłótni. By nie dawać mu powodu do wdeptania mnie w ziemię. Byłam tak osłabiona walką o związek i o siebie, że wolałam udawać grekaWydawało mi się, że każda kolejna walka z nim będzie tą ostatnią – byłam tak poraniona, że najmniejszy cios mógł okazać się śmiertelny.

Z doświadczenia wiem, że walka o lepsze jutro i o wyjście z toksycznego związku to bieg z przeszkodami. Upadamy, wstajemy i tak mnóstwo razy. Aż w końcu przychodzi ten dzień, kiedy wiemy, że to jedyne wyjście. Naszą jedyną szansą pozostaje bycie silną i ogromna wiara w to, że wszystko się ułoży. Ta siła nie rodzi się ot tak. Rodzi się w naszym sercu stopniowo, dzień po dniu. A swój początek ma w bólu zadawanym przez toksyka.

*Każdy dzień bez kontaktu jest Twoim zwycięstwem.* Taką dewizę przyjęłam za swoje motto przy wychodzeniu z bagienka. Zadziałało.  

Pisząc ten post jestem zrozpaczona. To jak zachowywałam się w relacji z toksykiem, dla kobiety w zdrowym związku jest kompletnie niezrozumiałe. Dlatego tak często ofiary toksycznych związków podlegają wtórnej wiktymizacji. Sama byłam kiedyś krytycznym głosem, wobec kobiet tkwiących w przemocowych związkach. Pewnie to nauka od losu. Musiałam poznać gorzki smak toksycznego związku, bym nigdy więcej nie pomyślała *tkwiła w tym na własne życzenie*.