Podczas wychodzenia z toksycznego związku nasze ciało daje wyraźne sygnały, że jest uzależnione od ex-partnera. Pojawia się szereg dolegliwości psychicznych i fizycznych, które utrudniają nam przeprowadzenie rozstania od początku do końca. W grę wchodzi także efekt bumerangu i hoovering, które wcale nie ułatwiają nam procesu zdrowienia.
Skupię się dziś na najbardziej dotkliwych objawach „odstawiennych”, z którymi sama miałam do czynienia zrywając znajomość z narcyzem.
1. Psychika
-natrętne myśli
Każdego dnia, począwszy od pierwszych minut po przebudzeniu, aż do zaśnięcia, moje myśli krążyły wyłącznie wokół jego osoby. Wracały wspomnienia. Zastanawiałam się co robi, jak się czuje. Szukałam możliwości powrotu do niego, wyjaśnienia tego co się stało. Walka z tą obsesją to kopanie się z koniem – im bardziej próbowałam tych myśli unikać, tym bardziej były natrętne i przytłaczające.
-bezsenność i koszmary
Noce bez zmrużenia oka, pełne rozpaczy i myśli o nim. Przewracanie się z boku na bok i zmęczenie, które wcale nie pomagało w zaśnięciu. Przebudzanie się kilka razy w ciągu nocy, najczęściej w trakcie koszmaru z narcyzem w roli głównej. Bezcelowe było ustawianie budzika na 5 rano i utrzymywanie wysokiej aktywności fizycznej, z prostej przyczyny – problem bezsenności nie polegał na braku zmęczenia.
-autodestrukcja, sabotowanie dotychczasowych wysiłków
Myśli typu *Może on wcale nie jest taki zły i wszystko to sobie uroiłam?*; *Napiszę do niego, tylko sprawdzę czy żyje.*; *Sprawdzę czy wstawił nowe zdjęcie na fb* itd. Wszystko to prowadzi do tego, by toksyk wrócił do naszego życia, a wysiłek włożony w rozstanie idzie w niwecz.
-lęk
Nieustanne uczucie niepokoju, jakby zabrakło kogoś niezbędnego do życia. Niepewność siebie. Zastanawianie się co ON by zrobił w tej sytuacji, jak ON oceniłby mój wybór, jaka by była JEGO reakcja. Triumf Gaslightingu i manipulacji toksyka. Owoce jego słów: „beze mnie zginiesz”.
-tęsknota
Nazwałam ten punkt tęsknotą, ale nie wiem czy to dobre określenie. To była tęsknota powiększona kilkukrotnie przez lupę rozpaczy. To różnica mniej więcej taka jak między akupunkturą do której używa się igieł, a akupunkturą przy użyciu noży kuchennych.
-rozdrażnienie
Wszystko mnie denerwowało i wyprowadzało z równowagi. Od telefonu zatroskanej mamy, do ujadania psa sąsiada. Wszystkie rzeczy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi, stały się nie do zniesienia. Wystarczyła chwila, bym wybuchła.
-czas uciekający jak piasek przez palce
Dni mijały bardzo szybko. Nie zdążyłam zrobić nic konstruktywnego i nadchodził wieczór. Potrafiłam przesiedzieć dłuższą chwilę gapiąc się bez celu w ścianę, nie mając świadomości, że to robię, a czas upływał 🙂
-poczucie odrealnienia
Wszystko stało się obce, całe moje otoczenie było jak scenografia spektaklu w którym grałam. Nie potrafiłam się odnaleźć. Czasem całe dnie chodziłam jak we śnie, a rzeczywistość była dla mnie spowita mgłą, jakby od świata odcinała mnie nie do końca czysta szyba.
-traumatyczne noce
W nocy wszystkie dolegliwości nasilały się. Tęskniłam jeszcze bardziej boleśnie, płakałam, rozmyślałam. Bałam się nadejścia nocy, bo wtedy wszystkie toksyczne upiory uderzały ze spotęgowaną siłą.
2. Ciało
-fizyczny ból
Pojawiły się uciążliwe nerwobóle. Ból w klatce piersiowej (wydawało mi się, że przyciśnięta jest ogromnym głazem), ból brzucha (raz z jednej raz z drugiej strony, nie miał konkretnego miejsca), bóle głowy.
-brak apetytu
Toksyk był moją dietą cud. Waga spadała natychmiast. Całe dnie o szklance wody nie stanowiły problemu. Na samą myśl o jedzeniu miałam mdłości.
-depresja
Cały komplet objawów.
-zmęczenie
Złożyło się na nie kilka czynników. Brak snu, brak jedzenia. Skutkowało to ogromnym osłabieniem organizmu i omdleniami.
-brak motywacji
Symptom depresji. Nie miałam siły wstać z łóżka, a wyjście na zakupy wydawało mi się maratonem nie do przebiegnięcia.
-płaczliwość
Nie rozstawałam się z ogromnymi okularami przeciwsłonecznymi. Dawały mi w pewnym sensie komfort… bo potrafiłam się rozpłakać nawet w miejscu publicznym. Wystarczył drobny sygnał, który przypomniał mi o nim.
-problemy z pamięcią, deficyt uwagi
Niewiele do mnie docierało. O wielu rzeczach zapominałam, byłam rozkojarzona, w zupełnie innym świecie. Zamykałam się we własnym bólu i tylko on miał w tym momencie znaczenie, cała reszta nie istniała. Byłam dwiema osobami – tym co na zewnątrz – fasadą stwarzającą pozory fizycznej obecności i swoją świadomością, ukrytą tak głęboko, że nie docierało do mnie to co dzieje się na zewnątrz.