Data wpisu: 2019-03-15
Luźne przemyślenia na temat sygnałów alarmowych, na moim przykładzie. Pomyślałam, że podzielę się nimi z Tobą. Być może zauważysz coś podobnego u siebie – to znak, że należy poważnie zastanowić się nad kontynuacją związku.
1. Moje ciało wyraźnie dawało znać, że z tym człowiekiem jest coś nie tak.
Często w jego towarzystwie byłam spięta, chociaż sytuacja była całkiem relaksująca, np. siedząc przytuleni na kanapie oglądaliśmy film. Ja w tym momencie czułam, jakby za chwilę miało stać się coś strasznego. Serce biło mi mocno, zasychało mi w gardle. Zawsze potrafiłam znaleźć logiczne wytłumaczenie dla tej reakcji. Stresujący dzień w pracy, za dużo kawy, zamartwianie się błahostkami – tak to sobie tłumaczyłam. W rzeczywistości moje ciało dawało mi sygnał *uciekaj od niego!*
2. Nieuzasadniony lęk.
Nie zapomnę pewnej sytuacji. Stałam na przystanku pełnym ludzi. Wracałam z pracy. Jakiś młody chłopak krzyknął do kolegi używając imienia narcyza. Podskoczyłam i nerwowo zaczęłam szukać go wzrokiem. Ludzie zauważyli moją nietypową reakcję, bo obrzucona byłam zaciekawionymi spojrzeniami. Obłęd. Było mi niesamowicie wstyd.Na dźwięk jego imienia reagowałam jak zwierzyna łowna na huk wystrzału.
3. Gniew.
Często zastanawiało mnie jak można być tak aroganckim, zawistnym i chorobliwie zazdrosnym o sukcesy innych ludzi. Nie rozumiałam, dlaczego na wieść o awansie kolegi cały poczerwieniał ze złości. Pracowali w innych firmach. Niczego mu tym awansem nie odbierał i zasłużył na niego swoją ciężką pracą. Ludzie, którym powodziło się lepiej niż jemu, budzili jego gniew. Pisząc to mam przed oczami jego twarz. Pochylona głowa, wzrok drapieżnika, zaciśnięte usta, przez które sączyły się pełne nienawiści słowa. Po takich jego reakcjach długo milczałam. Bałam się, że to na mnie ten gniew rozładuje. Bagatelizowałam to, bo bycie zazdrosnym może być cechą charakteru. Może być. Ale nie w takim natężeniu i nie względem obcych ludzi.
4. Pranie mózgu.
Chociaż mój umysł reagował histerycznym śmiechem na bzdurne teorie toksyka, to serce (czy podświadomość) chłonęło je jak gąbka i z góry przyjmowało je za fakt nie do obalenia. Na poziomie logiki wypierałam się tego, czym próbował nasączyć mój umysł, ale i tak działałam zgodnie z tym co mówił. Tak na wszelki wypadek. (Dziś piątek, mam ochotę na schabowego, więc kupię kilogram dorsza. Toksyk w piątki jada tylko ryby.) Wgrywał swojego wirusa w moje oprogramowanie, dzięki temu sterował mną jak marionetką. I to zdalnie!
5. Kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą. (nie wymienię nazwiska autora tych mądrych słów)
Mój toksyk stosował wobec mnie gasligting. To brutalna technika manipulacji, która w ofierze rodzi wątpliwość, co do jej własnego zdrowia psychicznego. Więcej tutaj: Gaslighting. . W pewnym momencie zorientowałam się, że toksyk stał się moją wyrocznią. Każdą decyzję konsultowałam z nim. Począwszy od zmiany koloru włosów, do decyzji związanych z dużymi inwestycjami. Zwątpiłam w siebie. Przez jakiś czas uważałam się za głupszą (nie lubię tego słowa) od niego. Skoro wmówił mi, że to co widzę nie istnieje, sama zaczęłam wątpić, że jestem normalna. Zachowywałam się więc jak ubezwłasnowolniona niepełnosprawna pod kuratelą toksyka. Sad but true.
6. Spacer sapera. Kontrolowanie się na każdym kroku.
Rozmawiając z toksykiem ważyłam słowa, tak by nie powiedzieć przez przypadek zdania, które narcyza zrani. Doskonale wiedziałam, że skutkuje to wręczeniem biletu na karuzelę. Rozmowa z nim przypominała spacer po polu minowym. Zastanawiałam się, gdzie mogę postawić krok i czy ten krok nie wywoła wybuchu ładunku. Swobodna wymiana myśli nie istniała. Czasem moja luźna refleksja stawała się powodem awantury, bo uznał ją za atak na swoją osobę.
7. Siedzenie na szpilkach.
W fazie degradacji moje ciało było napięte jak struna. Zmysły wyostrzały się. Słyszałam nawet jego oddech z odległości kilku metrów, nieregularny – był zwiastunem nadciągającej serii zarzutów. Bałam się odezwać kiedy miał zły humor. Bałam się przechodzić obok niego, bo i to bywało powodem jego wściekłości. Najlepiej by było, gdybym nie oddychała, bo i to a nuż go wnerwi. Może gdybym w fazie degradacji zapadła w sen zimowy… chociaż to stałoby się powodem do awantury z powodu lenistwa. Zatem – żadne wyjście nie jest dobre.