Data wpisu: 2019-03-06
To jak ogromne spustoszenie w naszej psychice czyni relacja toksyczna nie budzi wątpliwości. Niewiele osób mówi o tym, jak opłakane mogą być jej skutki dla naszego ciała. Pomijam już aspekt przemocy fizycznej, bo ślady po niej są widoczne gołym okiem. Jednak przemoc emocjonalna również potrafi pozostawić po sobie ślady w postaci choroby somatycznej.
Długotrwały stres, którego powodem jest toksyczna relacja działa destrukcyjnie na organizm. Nasze ciało, które wciąż bombardowane jest ogromną ilością neuroprzekaźników, wpada w sinusoidę – raz jesteśmy na samej górze, by później szybko spaść na dół. Przechodzimy łatwo z euforii do rozpaczy. Każdy żywy organizm dąży do harmonii, a to niemożliwe kiedy szala przechyla się stale z jednej strony na drugą.
Somatyzacja jest procesem, w którym napięcie nerwowe przekształca się w chorobę somatyczną. Działa na zasadzie schematu: długotrwałe napięcie nerwowe w toksycznym związku -> sygnały alarmowe (palec w ognisku) -> ignorowanie sygnałów -> eskalacja napięcia nerwowego -> choroba. Z tego co zauważyłam u siebie – somatyzacja najczęściej dotyka „najsłabszych ogniw” w naszym organizmie. Jeżeli ktoś ma kłopoty z sercem, stres spowoduje zaostrzenie choroby serca. Jeżeli cierpisz na chorobę skóry (np. łuszczyca) somatyzacja dokona się na poziomie skóry, która będzie sprawiać coraz większe problemy. Tak jak toksyk uczepia się naszych bolących miejsc, tak samo stres lubi uwić sobie gniazdko na organie, który z jakichś przyczyn jest słabszy.
Co ma do tego palec w ognisku?
Nasz organizm to niezwykle mądra konstrukcja. Wkładając palec w ognisko bardzo szybko do naszego mózgu dociera sygnał, który wywołuje u nas ból. Przesłanie od naszego mózgu jest proste: zabierz ten palec z ognia, bo nam to nie służy. Odruchowo zabieramy palec sycząc z bólu. Dokonując działań auto-destruktywnych (choćby przypadkowo) zawsze od naszego ciała dostajemy sygnał zwrotny, który wyraźnie daje do zrozumienia, że powinniśmy tego zaprzestać. W ten sposób nasze ciało mówi „nie rób tego, bo to dla Ciebie niedobre”.
Jeżeli trwamy w toksycznej relacji organizm na początku może dawać subtelne sygnały, które tak samo jak bodziec bólowy radzą nam ewakuować się z niej jak najszybciej. Należałoby potraktować je jako flagi alarmowe. Jeżeli będąc w związku (bez żadnej stwierdzonej fizycznie przyczyny) często cierpisz na:
-bóle głowy;
-ból brzucha;
-mdłości;
-biegunki;
-nerwobóle;
-duszności;
-brak apetytu;
-przyspieszone bicie serca;
-częste infekcje (obniżona odporność);
to zastanów się, czy Twój organizm nie próbuje dać Ci do zrozumienia, że ten związek Wam (czyli Twojemu ciału i Twojej psychice) nie służy. Oczywiście, wszystkie te symptomy nie występują jednocześnie. Każdy z osobna może być objawem silnego napięcia nerwowego.
Pierwszy przypadek somatyzacji pojawił się u mnie dosyć szybko. Podczas pierwszej fazy degradacji mój toksyk zniknął bez śladu. Zmartwienie o niego i stres z którym się zmagałam tak bardzo podniósł mi puls, że straciłam przytomność. Trafiłam do szpitala. Opuściłam oddział ze skierowaniem do kardiologa i receptą na środki uspokajające. Kolejny przypadek somatyzacji mogę porównać do czary, która wypełniała się kropla po kropli. Każde zmartwienie, każdy stres, wszystkie bilety na karuzelę które dał mi toksyk doprowadziły do ciężkiej depresji, która szybko zamieniła się w silną nerwicę z atakami stanów lękowych. Zwijałam się z bólu brzucha, żołądek odmawiał posłuszeństwa. Na dodatek z nerwów się dusiłam. Ręce drżały bez przerwy. Stałam się wrakiem człowieka. Jak widać toksyk wcale nie musi bić, by skutecznie uszkodzić swoją ofiarę.