Narcyz to nie zawsze laluś. Pułapka stereotypowego myślenia. Miłość własna narcyza – moim okiem

Data wpisu: 2019-02-27

Dlaczego w naszym kraju wiedza na temat narcystycznego zaburzenia osobowości jest tak znikoma? Wydaje mi się, że wynikać to może ze stereotypowego myślenia, którego wynikiem końcowym jest ignorancja.  

Wyobraźmy sobie rozmowę dwóch koleżanek: 

-Byłam w toksycznym związku z narcyzem…

-Ach tak, znam ten temat. Mój były przed lustrem spędzał codziennie 2 godziny.  

W języku polskim słowo narcyz potocznie oznacza kogoś, kto nadmiernie skupia się na dbaniu o swój wygląd zewnętrzny. Nagminnie mylimy narcyzów (osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości – narcissistic personality disorder) z mężczyzną metroseksualnym, czy tak zwanym lalusiem. A różnica jest kolosalna.   

Na czym polega różnica pomiędzy lalusiem / mężczyzną metroseksualnym, a toksycznym narcyzem? 

Czy mężczyzna chadzający co tydzień do kosmetyczki robi tym komuś krzywdę? Może nas jedynie irytować jego perfekcjonizm, stracony czas, który inwestuje we wpatrywanie się w swoje odbicie w lustrze, czy znaczne ubytki w domowym budżecie przez jego wydatki. A narcyz (osoba z narcystycznym zaburzeniem osobowości) pozostawia po sobie popiół i zgliszcza. Manipuluje, konfabuluje, stosuje przemoc emocjonalną, słowną, czasem również fizyczną. Ile ma to wspólnego z dbaniem o siebie? Jeszcze jedna ważna sprawa. Narcyzi zaburzeni bardzo często są lalusiami. Natomiast dbanie o swój wygląd w wykonaniu narcyza (osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości) nie wynika z jego z próżności. Wynika z jego świadomości faktu, że sam jest jedynie stworzonym przez siebie wizerunkiem. To raczej przejaw nienawiści do „prawdziwego ja” i próba bycia kimś lepszym niż jest w rzeczywistości, nie wyraz zakochania się w swojej powierzchowności.   

Mój narcyz nie był narcyzem w potocznym tego słowa znaczeniu. Nie był metroseksualny. Kreował się raczej na mężczyznę pierwotnego w typie samca alfa. Co wcale nie oznacza, że się nie mył 🙂 Był zadbany, ale zdarzało mi się widzieć go nieogolonego, czy w wymiętej rozciągniętej koszulce. Przez to, że nie był lalusiem z góry odrzucałam myśl, że jest narcyzem. A wystarczyła jedna noc i zaczerpnięcie wiedzy ze źródła.   

Co do pułapki stereotypowego myślenia – sama na początku w nią wpadłam. Poszukując odpowiedzi na pytanie dlaczego jestem tak okropnie traktowana przez mojego partnera trafiłam na forum o zaburzeniach osobowości. Pewna kobieta opisywała swój przypadek i brzmiało to dokładnie tak, jakby pisała o moim związku. Jedną z odpowiedzi na forum było „Twój mąż ma narcystyczne zaburzenie osobowości”. W tym momencie moja pierwsza myśl brzmiała: *a co ma piernik do wiatraka? Przecież nie pisze, że jej mąż dba o siebie bardziej niż ona!*   Zaczęłam czytać i czytać… Rozsypane puzzle w jednym momencie ułożyły się same. Każda opowieść kobiety będącej ofiarą narcystycznej przemocy miała w sobie mniejszą czy większą część mojej historii. Ostatecznie dotarło do mnie, że w każdym takim przypadku schemat jest identyczny. Różnią się jedynie nieznaczące szczegóły.   

Czy narcyz kocha siebie? 

To trudne pytanie i chyba należałoby je było zadać samemu narcyzowi. Według mnie nie kocha siebie. Dlaczego nie? Bo kochać siebie to znaczy akceptować siebie takiego jakim jest, ze wszystkimi wadami i zaletami. Narcyz może kochać jedynie stworzony przez siebie wizerunek, bo wyrzekł się swojego „prawdziwego ja”. Jego „prawdziwe ja” wydaje mu się zbyt niedoskonałe by się do niego przyznać, a co dopiero je pokochać!   

Jak ogromną frustrację musi rodzić bezustanne poszukiwanie miłości idealnej, swojego idealnego wizerunku i idealnego świata? Jak sobie radzi czując cały czas rozczarowanie sobą, światem, innymi ludźmi? Niezaprzeczalnie ciężkie musi być życie narcyza.

Dodaj komentarz