Nałogowiec miłości. Motylki czy chmara szarańczy? Chemiczna huśtawka.


Data wpisu: 2019-02-25

Czy można się uzależnić od miłości? Oczywiście! I to nie tylko psychicznie. Wystarczy dowiedzieć się jakie substancje produkuje układ dokrewny zakochanego człowieka. Naprawdę wspaniale to wymyśliła matka natura. Kto z nas nie lubi być zakochany? Przecież to cudowne uczucie. Jest jedno małe ale… Każdy lek może być trucizną. To kwestia jedynie dawki i połączenia z innymi lekami. O ile fenyloetyloamina, serotonina, dopamina i endorfiny nie są w stanie zrobić nam krzywdy, to w połączeniu z adrenaliną i kortyzolem tworzą magiczną miksturę. Ta magiczna mikstura odpowiedzialna jest za tworzenie więzi traumatycznej, o której więcej pisałam tutaj: Więź traumatyczna. . 

Każda żywa istota została w wyniku ewolucji wyposażona przez naturę w dwie cechy:

1. Unikanie cierpienia

2. Poszukiwanie przyjemności  

Podczas przebywania w pobliżu obiektu naszych uczuć nasz organizm zalewa fala endorfin – neuroprzekaźnika, który daje nam przyjemność (uruchamia się mechanizm, patrz punkt 2). Gdy obiekt naszych uczuć znika, czy wywołuje awanturę dostajemy sporą dawkę kortyzolu, hormonu stresu który powoduje u nas dyskomfort (uruchamia się mechanizm, patrz punkt 1). Toksyczna relacja jest bezustannym balansowaniem między tymi dwoma stanami. Kiedy udaje nam się osiągnąć względny spokój, toksyk jest przy nas i jest słodki jak cukierek, po chwili następuje zimny prysznic. Zaburzony robi coś (wywołuje kłótnie, znika bez śladu, odchodzi), by odebrać nam tę przyjemność. Rozkoszuje się widokiem, czy też świadomością naszych desperackich działań, kiedy to my próbujemy przywrócić w naszym związku równowagę. Psychopata/narcyz „żeruje” na tych dwóch podstawowych dla wszystkich mechanizmach.  

Osoby wychodzące ze związków toksycznych są w pewnym sensie naznaczone wiecznym niepokojem. W zdrowych związkach nie potrafią cieszyć się dobrymi chwilami. Te dobre chwile w związku z zaburzonym były dla nich jasnym sygnałem, że lada moment wszystko może runąć… I tak też się działo. Jeżeli coś staje się schematem trudno nam się tego oduczyć. Słyszeliście o psach Pawłowa, prawda? No właśnie.   

*****

HISTORIA SPRZED LAT KILKU  

Tego dnia miałam dość napięty grafik. Praca, później siłownia (na którą zapisałam się by nie odstawać od ideału, w końcu on biega maratony, więc jak mam mu się pokazać z fałdką?). Po wszystkim bieg do domu. Prysznic, bielizna, sukienka, makijaż, fryzura. I tak oto byłam gotowa spotkać się z moim ideałem. Każde spotkanie z nim dodawało mi skrzydeł jak redbull, czy może raczej inne nielegalne środki. Dokładnie tak się czułam – jak na haju i w rzeczywistości tak było. W moim układzie dokrewnym zaczynał wydzielać się koktail, który w szybkim czasie sprawił, że w imię tej pseudo-miłości poświęciłam przyjaciół, straciłam pracę, zaniedbałam rodzinę, a przede wszystkim wyrzekłam się swojej godności.    

* * * * *

*CHEMICZNA HUŚTAWKA* fenyloetyloamina, dopamina, endorfiny w fazie love bombing – bombardowania miłością. W późniejszym czasie, kiedy jesteś już na widelcu – adrenalina i kortyzol. Organizm zalewany jest ogromną dawką neuroprzekaźników, raz dających poczucie ogromnej miłości, kolejnym razem dostajesz sygnał „uciekaj albo walcz”. Nigdy nie wiesz kiedy nastąpi atak. A po ataku od nowa Polska Ludowa. I tak w kółko. Rollercoaster – 20 metrów nad ziemią, za chwilę zjazd wagonikiem na sam dół. To wyniszczająca zabawa której skutki są opłakane. Cierpi dusza, ale także ciało.

2 myśli na temat “Nałogowiec miłości. Motylki czy chmara szarańczy? Chemiczna huśtawka.

Dodaj komentarz