Koniec toksycznego związku. O jedynej (prawie 100%) skutecznej metodzie wyjścia z bagienka – no contact. Zero kontaktu.

Data wpisu: 2019-03-07

Gdybym miała ustalać rangę postów, to według mnie ten jest najważniejszy na moim blogu. Postaram się przekazać całą wiedzę jaką zdobyłam podczas mojego związku. Sama rozstawałam się kilka (może kilkanaście?) razy z moim narcyzem. Zawsze była to droga przez mękę.   

Trochę to wygląda jak rzucanie palenia. Rzucasz, wracasz, rzucasz i tak bez końca. Aż do momentu kiedy postanowisz sobie, że rozstanie to jedyna droga ratunku dla Ciebie i będziesz konsekwentnie się tego trzymać. Więź traumatyczna jest jak już pisałam połączeniem miłości z uzależnieniem. Z cholernie ciężkim uzależnieniem. Ale ze wszystkiego można wyjść, pamiętaj.   

Są dwa warianty zakończenia toksycznego związku:

1.Rozstanie z inicjatywy ofiary przemocy emocjonalnej. Odejście od toksyka następuje zazwyczaj dopiero wtedy, gdy jesteśmy w totalnej rozsypce, zdruzgotane, wymęczone wieloletnią przemocą emocjonalną. Granice naszego bólu były wielokrotnie przekraczane. Gdy nie mamy sił walczyć, bo lata doświadczeń nauczyły nas, że to walka z wiatrakami. Dajemy kolejną szansę, on kolejny raz przysięga, że nigdy więcej nie zawiedzie. Mija kilka dni/tygodni/miesięcy i toksyk nadal zawodzi dokładnie w ten sam sposób jak dotychczas. Tracimy nadzieję na to, że coś może się zmienić na lepsze.  

2. Rozstanie z inicjatywy toksyka-przemocowca. Następuje wtedy, kiedy zaburzony wyssał już wszystkie zasoby, może nas porzucić i znaleźć sobie nową ofiarę… chociaż najczęściej wcale nie musi szukać. W momencie kiedy odchodzi od nas, jest już zazwyczaj w związku z nową ofiarą. I ta nowa ofiara jest mocno zaangażowana w związek z nim.   

Który wariant lepszy? Nie mam pojęcia. Ja większość rozstań zaliczyłam z inicjatywy toksyka. Między innymi dlatego, że moim bolącym miejscem jest samotność. Pisałam o tym tutaj: Etap trzeci – faza destrukcji. Dlaczego faza nasilonej przemocy może stać się błogosławieństwem?. Z perspektywy czasu uważam, że to szansa. Toksyk odcina się (chwilowo! Ale o tym zaraz) a my mamy czas na działanie (i o tym też zaraz).  

Jeżeli jednak do Twojej sytuacji pasuje wariant pierwszy, to mogę powiedzieć tylko tyle: jesteś niesamowicie mądrą i silną kobietą. Chciałabym mieć wcześniej tyle siły co Ty. Na pewno dasz radę.  

Pisząc o chwilowym odcinaniu się toksyka miałam na myśli ich efekt bumerangu (więcej tutaj: Efekt bumerangu. Dlaczego toksyk wraca?). Lubią wracać. Robią to z ogromną przyjemnością. By sprawidzić czy cierpisz, tęsknisz, czy nadal mają nad Tobą władzę. Im bardziej cierpisz, tęsknisz i wspominasz tym bardziej się cieszą. (Pisząc to mam przed oczami demony ze średniowiecznych rycin. Ich też cieszy ludzkie cierpienie. Może to dobre porównanie?)  W przypadku narcystycznego zaburzenia osobowości można to porównać do sprawdzania listy obecności w fanklubie 🙂  narcyz sprawdza, czy nadal działa na Ciebie jego urok. Czy mu ulegniesz, czy w momencie kiedy nie będzie miał pod ręką innego obiektu Ty przyjmiesz go z otwartymi ramionami.   

Czasem wracają tylko po to, by udowodnić sobie, że wciąż mogą wciągnąć Cię w swoją grę. Wtedy bawią się chwilę i porzucają w spektakularny sposób triumfując po raz kolejny. Jeżeli myślisz, że 1. Twój ukochany toksyk wszystko sobie przemyślał, 2. zmieni się, 3. pójdzie na terapię i 4. będziecie żyć jak w bajce, to:

1. Przemyślał sobie jedynie to, jak Ciebie wciągnąć z powrotem w chorą toksyczną grę;

2. Nie zmieni się. Toksyk nigdy się nie zmienia;

3. Obieca Ci, ale nawet nie przekroczy drzwi poradni. Ani mu się śni na nią iść;

4. Ta bajka będzie dramatem i nie skończy się happy endem.  

To jedynie manipulacja zwana hoovering. (Więcej na ten temat tutaj: Hoovering. Pogoń drapieżnika. ) Toksyk próbuje wciągnąć Ciebie w dalszą grę. I tym razem nie będzie lepiej, bo zasady gry wcale się nie zmieniają.

Podjęłaś decyzję, że odchodzisz / toksyk zostawił Cię i nie chcesz już kontynuować tego związku. Co robić? 

Każdy przypadek jest inny. Jeżeli masz z toksykiem dzieci / jesteś w związku małżeńskim / mieszkacie razem, pierwsza i najważniejsza rzecz – Ty albo toksyk. Jedno z Was się wyprowadza. Obcując z nim pod jednym dachem nie unikniesz hooveringu, będzie na wszelkie możliwe sposoby próbował odwieść Cię od decyzji o rozstaniu. W przypadku kiedy konieczny będzie rozwód – rozejrzyj się za dobrym prawnikiem. To będzie długa walka z odpieraniem absurdalnych zarzutów, praniem wszystkich brudów i obwinianiem Ciebie za wszelkie kataklizmy tego świata. Jeżeli jesteś „jedynie” w związku sprawa jest zdecydowanie łatwiejsza.

Dalej, jednolicie dla wszystkich przypadków, stosujemy metodę zero kontaktu.   

Na czym polega metoda zero kontaktu? Od czego zaczynamy?Blokujemy numer telefonu toksyka, blokujemy go na facebooku, blokujemy go na whatsappie, blokujemy go na gadu-gadu,blokujemy go wszędzieNie ma wyjątków. To jedyna opcja by to rozstanie w ogóle się udało. Inaczej efekt bumerangu i hoovering zniszczą wszystko czego uda Ci się dokonać. I nie żartuję. Sama wpadałam w te sidła kilka razy.   

Wszystko co się z nim kojarzy wyrzucamy. Wiem, że nie zawsze jest to wykonalne, bo są przedmioty wartościowe, których wyrzucać nie chcemy – dla nich przygotowujemy karton. Pakujemy je i odstawiamy w najdalszy kąt piwnicy. (Nie daj Boże w ten, gdzie choinka i bombki! Poniesie Cię świąteczny klimat, życzenia i czas przebaczenia. Wtedy nieszczęście gotowe, wiem to po sobie 🙂 )   

Jeżeli macie wspólnych znajomych postaraj się ograniczyć z nimi kontakt. Nie udzielaj zbyt wielu informacji o sobie. Uwierz mi, wyszeptane Twojej koleżance w tajemnicy zdanie „Płaczę odkąd się rozstaliśmy” dotrze do niego lotem błyskawicy. I spowoduje uśmiech od ucha do ucha na jego toksycznej ekhm… twarzy  🙂  

Te nieszczęsne zdjęcia. To moje przekleństwo. Z nimi było mi najtrudniej się rozstać, ale co poradzić. To już przeszłość. Wyrzuć je po prostu, albo idź do piwnicy i schowaj je do kartonu. Jeżeli są w wersji elektronicznej i masz przy okazji uwieczniania facjaty toksyka udokumentowany kawał swojego życia, to zrzuć je na pendrive. Jego też wynieś do piwnicy. Pendrive, nie toksyka.   

Karton owijasz szczelnie taśmą klejącą. Markerem piszesz „Nie otwierać przed: *do aktualnego roku dodajesz 5*”

Nie dawaj się wyciągać na imprezy na których jest toksyk. Może być Ci wstyd przed znajomymi, że nawet się do niego nie odzywasz. A właśnie to masz robić – nie odzywać się.  

Co mogę dodać jeszcze?  

Nie chodź do Waszego parku, nad Waszą rzekę, do Waszego kina. Nie słuchaj Waszych piosenek. Nie kręć się w okolicy jego domu, pracy, klubu do którego co piątek wychodzi. Unikaj go jak ognia. Dla tego człowieka masz się po prostu zapaść pod ziemię.

Maile, sms-y – naprawdę chcesz to wszystko trzymać? Po co? Będziesz jedynie wracać myślami, rozbijać na atomy każde jego zdanie. Szkoda na to czasu. On tak nie robi. Nie rozczula się nad każdą Twoją wiadomością. Doskonale organizuje sobie czas i korzysta z życia podczas, gdy Ty nalewasz sobie kolejny kieliszek wina i łkasz czytając na głos „już zawsze…” które kiedyś naskrobał bez przemyślenia.   

Płacz strumieniami. Płacz oczyszcza, płacz jest dobry. Jak trzeba to puść rozczulającą piosenkę i rozpłacz się jeszcze bardziej. To jest okej. Przeżywasz żałobę, zupełnie tak jakby on umarł. Ale nie płacz przy jego zdjęciach. Nie płacz przy Waszych piosenkach ani w Waszym parkuDaj sobie czas, ale pozwól i pomóż sobie zapomnieć. Czasem uparcie trzymamy się myśli o kimś kto odszedł z naszego życia, a to nie jest dla nas zdrowe.   

To Twój czas – sprawiaj sobie przyjemności. Porcja endorfin, która wydzieli się podczas słuchania muzyki (tylko nieWaszych piosenek!), po bieganiu, czy po wsmarowaniu w siebie pachnącego balsamu dobrze Ci zrobi. Postaraj się nie poddać rozpaczy. Wstawaj rano choćby po to, by zrobić sobie kawę. Zanim woda się ugotuje – pościel łóżko.Aż do wieczora nie wracaj do niego. Leżenie wciąga, a nie możesz pozwolić sobie na bezczynność. Leżenie + bezczynność = powracające myśli = dół i rozpacz.   

Wszystkie etapy żałoby będziesz musiała przeżyć po swojemu (więcej na ten temat tutaj Etapy żałoby po rozstaniu. Część 1. Wstrząs. ). Dopiero po przebrnięciu ich wszystkich poczujesz ulgę i to podwójną, bo wyleczysz się z miłości i z uzależnienia jednocześnie.

Jedna myśl na temat “Koniec toksycznego związku. O jedynej (prawie 100%) skutecznej metodzie wyjścia z bagienka – no contact. Zero kontaktu.

Dodaj komentarz