Etapy żałoby po rozstaniu. Część 2

Data wpisu: 2019-03-12

Tutaj część 1 -> Etapy żałoby po rozstaniu. Część 1. Wstrząs.

Drugi etap żałoby – etap niedowierzania – przebiegał u mnie dosyć szybko. Był to zwykle tydzień, może dwa. Po nim następował dłuższy i bardzo bolesny etap żałoby właściwej.   W pierwszych dniach po rozstaniu budziłam się codziennie z palpitacjami serca. Od razu po przebudzeniu pojawiała się myśl *jego już nie ma*. Toksyk doskonale mnie zaprogramował. Skoro pierwszą rzeczą jaką robiłam rano było czytanie słodkich wiadomości, to po rozstaniu, kiedy tych wiadomości zabrakło, od samego rana towarzyszyła mi pustka. Mimo wszystko z przyzwyczajenia brałam do ręki telefon, tylko po to, by po raz kolejny namacalnie poczuć samotność.  

Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. W fazie niedowierzania próbowałam racjonalizować jego zachowanie. Szukałam wyjaśnienia tego co się stało. Chyba w głębi serca liczyłam, że gdy znajdę powód rozstania, zdołam naprawić nasz związek i on wróci. To był etap przypominania sobie naszych rozmów, czytania starych maili od niego. Szukania niuansów. Czegokolwiek, co mogło wskazywać na to, że odejdzie. Poszukiwania wiadomości na temat zaburzeń osobowości (chwała ci za to, etapie niedowierzania! 🙂 ).  

Etap niedowierzania ma to do siebie, że podczas jego trwania próbujemy się utrzymywać nad powierzchnią. I to wychodzi, aż do czasu nadejścia etapu żałoby właściwej. Wtedy właśnie spadamy na samo dno rozpaczy, a utrzymanie się nad powierzchnią w tym momencie staje się wręcz niemożliwe.   

Trzeci etap żałoby jest tym najbardziej bolesnym. Doświadczałam w nim wszystkich możliwych objawów depresji. Często moje funkcjonowanie było tak utrudnione, że ciężko było mi podnieść się z łóżka. Płakałam to mało powiedziane. Łzy lały się wartkim strumieniem. Miałam ochotę błagać go, by wrócił. Rzucić na niego zaklęcie, zrobić cokolwiek, żeby go nie stracić. Dominującymi uczuciami, które przeplatały się ze sobą na tym etapie były tęsknota i rozpacz.   Przygnębienie sięgało zenitu. Wszelkie próby podejmowania aktywności kończyły się frustracją – z prostej przyczyny – nie miałam siły kompletnie na nic. Nawet jeżeli zmobilizowałam się i zrobiłam to, co wcześniej sobie zaplanowałam, to nie czułam z tego powodu żadnej satysfakcji. Nic mnie nie cieszyło. Myśli o toksyku były natrętne. Jedyna rzecz na jaką miałam ochotę to oglądanie jego zdjęć. Ale i to wywoływało we mnie negatywne emocje.   

Po burzy wychodzi słońce, a po etapie żałoby właściwej pojawia się etap ukojenia.Etap ukojenia – sama nazwa wskazuje, jest momentem kiedy najgorsze za nami. Próbujemy funkcjonować normalnie. Objawy depresji ustępują. Zaczynamy powoli godzić się ze stratą.   

W toksycznych relacjach etap ukojenia jest newralgicznym momentem. Toksyk lubi wtedy wrócić, albo chociaż przypomnieć o sobie. To niebezpieczne, bo daje nam nadzieję. Wyczerpane rozpaczą możemy go na nowo przygarnąć. Poza tym, kiedy wraca nasza chęć do życia, znów możemy dawać toksykowi to, czego potrzebuje. Często też puszczamy w niepamięć jego przykre słowa i czyny – po prostu odchorowałyśmy je depresją na etapie żałoby właściwej.   Mój toksyk zawsze wracał podczas trwania etapu ukojenia. Powoli zaczynałam układać sobie życie bez niego, wracało mi zdrowie i chęć do działania – wtedy zawsze się odzywał. Nie pozwalał mi przeżyć wszystkich etapów żałoby, nie pozwalał mi zapomnieć i uwolnić się od niego. Wystarczyłby tylko jeden etap a cały cykl zakończyłby się pomyślnie i mogłabym ruszyć z kopyta, bez niego.  

Sprytnie to wszystko się układa, prawda? Hoovering (więcej o tym zjawisku tutaj Hoovering. Pogoń drapieżnika. ) zawsze niszczył cały trud 4 etapów żałoby. Dawałam się wciągnąć w relację, nie wiedząc, że uwolnienie było na wyciągnięcie ręki, a najgorsze było już za mną. Wystarczyło jedynie dać sobie więcej czasu. Dlatego tak ważne jest, by przy rozstaniu zastosować metodę zero kontaktu – Koniec toksycznego związku. O jedynej (prawie 100%) skutecznej metodzie wyjścia z bagienka – no contact. Zero kontaktu..Wtedy nie dajemy toksykowi szansy na zniweczenie naszej pracy nad zdrową przyszłością.  

Etap akceptacji przyszedł dopiero po ostatecznym rozstaniu z narcyzem. To obszerny temat. Na pewno wkrótce będę o tym pisać.    

Dodaj komentarz