Etapy żałoby po rozstaniu. Część 1. Wstrząs.

Data wpisu: 2019-03-12

Żałoba to naturalny proces towarzyszący nam przy każdym rozstaniu z osobą bliską. Kojarzy nam się ze śmiercią, jednak nasz partner wcale nie musi zejść z tego świata, by ten proces miał miejsce. Wystarczy, że nasze drogi się rozchodzą. Poprzez proces żałoby nasza psychika żegna się z kimś, do kogo jesteśmy przywiązani. To swoiste przecinanie więzów.  

W psychologii mówi się o 5 etapach żałoby:

1. Wstrząs

2. Niedowierzanie

3. Żałoba właściwa

4. Ukojenie

5. Akceptacja.  

Mój toksyk zadbał o to, bym proces żałoby przechodziła notorycznie. Porzucał mnie często z dnia na dzień. Nie będę w tym poście dociekać czy jego motywacją była próba manipulowania mną, czy po prostu chciał się realizować poza związkiem. Faktem jest, że każde takie rozstanie wiązało się u mnie z uruchomieniem lawiny kolejnych etapów żałoby.   W tym poście skupię się na pierwszym etapie. Wiadomość o tym, że „to koniec” zawsze była dla mnie szokiem. Pomimo tego, że przyzwyczaiłam się do rytmu ciepło-zimno-koniec, każde takie rozstanie bardzo boleśnie przeżywałam.  

Na początku naszej znajomości dostawałam informację o zakończeniu związku najczęściej przez sms. Tak, dla mnie to też było dziwne. Mógł to zrobić z klasą. Rzucić mnie na spotkaniu. Po czasie doszłam do wniosku, że to cholerny tchórz. Tchórz ostatniej kategorii. Gdyby zrobił to twarzą w twarz, musiałby zmierzyć się z moją rozpaczą. Musiałby widzieć jak cierpię, wytłumaczyć dlaczego uznał, że nie warto brnąć w to dalej. Bał się konfrontacji. Szedł na łatwiznę.  

W miarę tego jak nasz związek był bardziej zaawansowany i zamieszkaliśmy razem, etap wstrząsu stał się dla mnie jeszcze bardziej dotkliwy. Nadal także kontynuował swoje tchórzowskie zachowania. Zdarzyło mi się wrócić do domu po pracy, a w łazience brakowało jego kosmetyków i szczoteczki do zębów. Zadzwoniłam do niego zdziwiona i dowiedziałam się, że „potrzebuje wolności”. Rozłączył się. Tylko tyle.  

Standardowych fizycznych objawów jakie pojawiały się u mnie w fazie wstrząsu (zaraz po rozstaniu) było kilka. Pierwszy to sztylet w serce. Ból niemal fizyczny, pojawiał się w okolicach klatki piersiowej. Tzw. gula w gardle. Trzęsące się ręce. Niemożność powstrzymania płaczu. Serce biło mi tak mocno, że sama je słyszałam. Zawroty głowy do omdlenia włącznie (stąd określenie bilet na karuzelę).

 Z objawów na poziomie mojej duszy – w uszach jak mantra brzmiały mi jego ostatnie słowa. Zarówno te napisane jak i wypowiedziane. Byłam niesamowicie zdezorientowana, jakbym nagle wylądowała na innej planecie. Ktoś mógł mówić do mnie, słyszałam tego ktosia, ale kompletnie nie docierało do mnie co mówi. Zupełnie jakby mówił w obcym języku. Pojawiało się uczucie odrealnienia. Miałam wrażenie, że wszystko co dzieje się dookoła mnie to spektakl, a ja stoję po jego środku w totalnym osłupieniu. Na chwilę mój świat stawał w miejscu. Grunt osuwał się spod nóg.  

W etapie wstrząsu moja psychika odrzucała możliwość rozstania. Broniła mnie przed bolesną prawdą. Być może ta dezorientacja była chwilowym efektem znieczulającym. Swoisty Głupi Jaś niwelujący lęk przed zabiegiem bolesnego odcięcia.  

Tutaj część 2 – Etapy żałoby po rozstaniu. Część 2.

Jedna myśl na temat “Etapy żałoby po rozstaniu. Część 1. Wstrząs.

Dodaj komentarz